2017 Audi Q7 3.0 TDI quattro – Autventure

Bardzo cenię sobie zakurzone, wysublimowane słownictwo znane już tylko co najwyżej Panom Bralczykowi i Miodkowi. W dobie szybkiego, lekkostrawnego życia i wyjątkowo miałkiej polszczyzny odzywki pokroju „wszelaki” bądź „onegdaj” pozwalają nie tylko ubogacić kolejny z wielu tekst internetowy, ale także ułatwić autorowi bezpośredniość interpretacji myśli i odczuć w słowo pisane.

Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Bo Audi Q7 to w moich oczach wzór nienagannej kindersztuby. Już tłumaczę, co mam na myśli!

Przygodę przeczytasz w ok. 3,5 minuty

Elegancka sylwetka Audi Q7 2017

Aparycja elegancika

Nasze pierwsze spotkanie od razu skłoniło  do refleksji, bowiem zwykł razić mnie wygląd większości dostępnych na rynku SUV-ów. Q7 ma jednakże tak elegancką bryłę nadwozia, że ów szyk pozwala mi niemalże w całości wybaczyć mu niewątpliwą ciężkość sylwetki. Wymiarów wszak nie oszukasz – 5 metrów długości, 1,75 wysokości i prawie dwa szerokości umożliwiają komfortowe pomieszczenie wewnątrz nawet 7 osób. Audi to prawdziwy czołg, aczkolwiek dzięki bardzo atrakcyjnym proporcjom bardzo dobrze się maskuje. 21-calowe alufelgi i reflektory Matrix LED dopełniają natomiast imidżu samochodu zdecydowanie przyciągającego spojrzenia.

Tylko z tym tyłem mam problem – jak gdyby dżentelmenowi koszula wystawała ze spodni. Cały tyłek Q7 wygląda wybitnie płasko i mało wyraziście. To zresztą problem wielu nowości z koncernu Volkswagena, m.in. także nowego Tiguana. Podejrzewam, co może być na rzeczy. Designer napracował się nad przodem i linią boczną, po czym stwierdził „gitara siema” i zawinął do domu. Zerknij na poniższe zdjęcie – tragicznie nijako. Aparycja deski do prasowania.

Klapa bagażnika w nowym Audi Q7

Zimne piękno

We wnętrzu Audi naprawdę można się zakochać już w momencie usadowienia pupala na fantastycznie wygodnych, skórzanych fotelach. Ale siedziska do dopiero początek wspaniałości. Bajecznie przyjemne w obcowaniu tworzywa zostały tu skomponowane w wyjątkowo harmonijną całość. Cieszą nawet najmniejsze detale – subtelnie metalowe wykończenie części przełączników, linia deski rozdzielczej czy szalenie seksowny lewarek automatycznej skrzyni biegów, którego kształt zaprojektowany został w taki sposób, by komfortowo oprzeć o niego rękę podczas korzystania z systemu multimedialnego.

Potrzeba naprawdę wiele czasu, by zapoznać się ze wszystkimi gadżetami zaimplementowanymi na pokładzie Q7. Auto wprost najeżone jest najnowocześniejszymi rozwiązaniami technologicznymi – potrafi zmieniać charakter w zależności od wybranego trybu jazdy, samodzielnie parkować czy obniżać zawieszenie przy większych prędkościach. Pracujesz może w mokotowskim zagłębiu korporacyjnym zwanym potocznie Mordorem? Twoje dwie godziny tracone codziennie na powrót do domu odmieni system autonomicznej jazdy w korku sprzężony z prawdziwym masażem w fotelach!

Wnętrze Q7 to sztandarowy przykład klasyki w nowoczesnym wydaniu. Naciśnięcie przycisku Start uruchomi przed Twoimi oczami 12-calowy wirtualny kokpit zastępujący tradycyjne, według Audi staroświeckie już zegary. Active Info Display pozwala na personalizację wskaźników czy wyświetlanie w tle wskazań nawigacji satelitarnej. Bajeranckie, ale i praktyczne.

Wirtualne zegary Audi

Król autostrad

Śmigając po zatłoczonej Warszawie tudzież innej aglomeracji miejskiej dają o sobie znać nieprzeciętne gabaryty wozu. To gruba zwierzyna – potrzebuje więc odpowiednio dużych przestrzeni. A muskulatura sylwetki pewnikiem wspomaga Q7 w skutecznym spychaniu innych uczestników drogi z lewego pasa na autostradzie. To w takim właśnie środowisku Audi czuję się najlepiej. Ponadto jest w stanie, niczym prawdziwy dżentelmen, odciążyć kierowcę samodzielnie jadąc zadanym pasem ruchu stale utrzymując przy tym należytą odległość od poprzedzającego wozu. Active Lane Assist sam porusza kierownicą dokonując niezbędnych korekt toru jazdy – to świetne rozwiązanie autostradowe, lecz na krętych drogach bardziej flustruje niż pomaga. Pożeranie kolejnych setek kilometrów w Q7 stanowi niebywałą przyjemność. Godna pochwalenia jest także niesłychana cisza w kabinie – to idealne auto na mobilny konfesjonał, zapewniam.

Poczytaj nieco więcej o systemach wspomagających kierowcę – czy to oznacza, że autonomiczne wozy są niemalże na wyciągnięcie ręki? – klik!

I wiem, co mówię, bowiem nierzadko zdarza mi się podróżować po Polsce zdecydowanie mniejszymi samochodami, na przykład Yariską z motorkiem o pojemności jednego kartonu mleka. Potężna moc 69 koni mechanicznych wymaga iście anielskiej cierpliwości. Wyciśnięcie z takiego auta prędkości autostradowej wiąże się z ciągłym deptaniem gazu aż do samej podłogi. Zwykłem nazywać takie praktyki pakowaniem prawej łydki. Zakłócanie hałasu radiem jest wtedy niczym walka z wiatrakami.

Niezbędnik podróżnika Toyotą Yaris z prędkościami autostradowymi
Niezbędnik podróżnika Yarisem 1.0 z prędkościami autostradowymi

Q7 na ekspresówce wydaje się więc autem z totalnie innej galaktyki. 6-cylindrowy motor o mocy 272 koni mechanicznych ciągnie niedźwiedzią siłą praktycznie przy każdej szybkości przy zachowaniu skromnego apetycie na paliwo. Audi wykazuje się niebywałą kindersztubą także w zakrętach. Bo choć to prosta szosa stanowi naturalne środowisko 2-tonowego kolosa z Ingolstadt, przyczepność oraz możliwości hamulców nawet na (w polskiej skali) dziurawych drogach są więcej jak akceptowalne.

Oczywiście mógłbym pomarudzić, że A6 z silnikiem o podobnej mocy będzie nieco zwinniejsze. Ba, pozwoli ponadto na suchym, ku uciesze kierowcy, okazjonalne zarzucić pupą, czego przy zdecydowanie wyżej położonym środku ciężkości w Q7 raczej bym nie sugerował. Przeciętnemu nabywcy Audi raczej jednak nie chodzą po głowie takowe wybryki, dlatego tym trudniej byłoby mi, z szacunku do Ciebie, drogi czytelniku, sugerować wybór 5-letniej już konstrukcyjnie A6 ponad wciąż świeżego i bardzo nowocześniejszego SUV-a.

Obczaj test BWM X5 z silnikiem V8, bezpośredniego konkurenta Audi Q7 – klik!

Samochód bez wad?

Nie do końca… Mój najważniejszy zarzut do Audi to kosmicznie wycenione dodatki. I przynależność do segmentu Premium nie jest tutaj żadnym wytłumaczeniem. Wolałbym ponadto tradycyjnie rozwiązany lewarek automatycznej skrzyni biegów, bo działanie nowego wymaga nieco przyzwyczajenia. Nieporozumieniem jest także, że w podstawie za 300 tysięcy złotych nie dostajesz lakierowanych w kolorze nadwozia zderzaków (dopłata to niemal 3 koła). I z widocznym trudem mieści te opcjonalne 7 osób. Choć trzeci rząd foteli jest dosyć przestronny, nie chciałbym znaleźć się tam podczas jakiejkolwiek dłuższej podróży. Miałbym poczucie zawodu i rozczarowania, że reszta pasażerów przede mną jedzie o niebo wygodniej.

Deska rozdzielcza Audi Q7

Czepialstwo, Macieju! Wieem, rzecz jednak w tym, iż naprawdę trudno jest doszukać się w wozie doposażonym na ponad 500 tysięcy złotych jakiś znaczących ułomności. Auta z tego segmentu cenowego niejako wybiegają naprzód motoryzacyjnego peletonu wskazując trendy i wyznaczając kolejne standardy dla reszty branży. Pierwsza generacja Q7 w szczególności dla polskiego kierowcy wciąż stanowi niesamowity obiekt kultu i pożądania. Z tą nie będzie inaczej, bowiem następca odziedziczył wszystkie tak cenione w pierwowzorze cechy – komfort oraz prestiż oferując dodatkowo bardziej niż zadowalające właściwości jezdne.

Spędziłem z Q7 naprawdę miłe chwile. Serducho szybciej bije na myśl o BMW X5, gdyż na zawołanie potrafiło z wygodnej kanapy przemienić się w rozbisurmanionego urwipołcia. Ale rozum podpowiada, że w Audi zupełnie nie o to chodzi. Fakt, jest nierozsądnie drogie. Ale każda podróż nim stanowi niebywałą przyjemność…

<- Poprzedni wpis: Co Polacy robią w samochodzie?

Następny wpis: O tym, jak wkurzyłem gościa w Passacie ->

Obczaj też to na Autventure:

Nocna jazda bez celu

Jak to jest z tymi systemami Start-Stop?

Toyota Auris – wyjątkowo poprawna (test)