5 bezsensownych gadżetów w nowych autach

Czasem łapię się za głowę przeglądając ofertę opcjonalnego wyposażenia tego bądź innego auta. 10 kolorów tapicerki, 3 wersje systemu multimedialnego, pakiety innowacji, zestawy wspomagające komfort czy bezpieczeństwo – istne szaleństwo. Szerokie pole do gruntownej personalizacji swojego wymarzonego wozu to świetna sprawa, wśród całego tego natłoku dodatków proponuje się jednak sporo zupełnie zbędnych bajerów.

Felieton przeczytasz w ok. 3 minuty.

Ruszyłem mózgownicą i wybrałem kilka gadżetów, których istnienia w dzisiejszych wozach zwyczajnie nie rozumiem. W argumentacji „co kto lubi” może nieco racji jest, ale trudno znaleźć sensowne zastosowanie dla większości poniższych propozycji. Ciekawi mnie Twoja opinia! Daj znać komentarzem, gdyby do głowy przyszły Ci inne bezsensowne gadżety.

Park Assist w Volvo

Asystent parkowania

Jestem przekonany, że sprawnie działający asystent parkowania byłby wybawieniem dla tysięcy kobiet zafrasowanych zajmowaniem miejsca swoim Audi Q5 czy innym Range Roverem pod galerią handlową bądź salonem kosmetycznym. Byłby, bo rzadko kiedy „park assist” działa na tyle poprawnie, by regularnie z niego korzystać. Często polskie parkingi są tak ciasne i zatłoczone, że znalezienie choćby niewielkiej przestrzeni graniczy z cudem. A jak już jest odpowiednio pusto, zwyczajnie szybciej zaparkuje się własnoręcznie. Zapytałem swego czasu mojego znajomka, ile razy skorzystał z asystenta parkowania w celu innym niż szpanerskie pokazanie komuś fajnego gadżetu swojego auta. „No może będzie z 10 razy” – tak użyteczna jest to technologia.

Nawigacja

Do korzystania z nawigacji wbudowanej w samochód zmuszony byłem tylko raz. Lecąc onegdaj Audi A6 z Katowic do Warszawy coś nagle zaiskrzyło podczas podpinania telefonu do ładowania. Okazało się, iż przypadkowo popsułem wszystkie wejścia 12V w aucie, a że bateria w telefonie była na wyczerpaniu, odpaliłem wbudowaną NAVI. No właśnie, telefon – zawsze jadąc w nieznane mi miejsce wybieram rozwiązanie znajdujące się w mojej kieszeni (hehe). Google Maps dzięki aktualnej siatce dróg, świeżym informacjom o natężeniu ruchu i łatwości obsługi bije wszystkie dostępne na rynku propozycje. I to za darmo! Tym bardziej dziwi mnie, dlaczego producenci każą sobie płacić gruby szmal za usługę aktualizacji nawigacji, gdy sam system już w chwili zakupu kosztuje dobre kilka tysiaków. Albo wymuszają dokupienie NAVI przy chęci doposażenia wozu w kamerę cofania czy dotykowy ekran o większej przekątnej. Inna fajna alternatywa za ułamek ceny wbudowanej nawigacji to mały TomTomik na przednią szybkę. Chociaż z drugiej strony – kto bogatemu zabroni!

Łopatki zmiany biegów do skrzyni bezstopniowej

Jednym z głównych „minusów” wytykanych przekładni bezstopniowej jest charakterystyczny, jednostajny dźwięk silnika podczas przyspieszania. Nienaturalna z perspektywy użytkownika praca skrzyni mocno wpływa na negatywne opinie o tym rozwiązaniu. Z tego powodu producenci rozkminili, by sterownik przekładni modulował prędkość obrotową motoru imitując wbijanie kolejnych biegów. Durne to strasznie, gdyż zaburza się tym samym cała idea stojąca za działaniem skrzyni bezstopniowej, a więc utrzymywanie obrotów w najbardziej efektywnym dla silnika spalinowego punkcie. Ale przynajmniej sprzedaż poszła do góry.

Mocno zdziwił mnie swego czasu widok łopatek w automacie jednego ze służbowych Aurisów. Z motorem 1.6 litra pod maską żodyn z niego hot hatch, łopatki więc stanowić mogą głównie jako element ozdobny. Chyba jedyne przychodzące mi do głowy praktyczne zastosowanie takiego gadżetu to możliwość okazjonalnego hamowania silnikiem, gdyż zabawa w przełączanie fałszywych biegów jest raczej marna – ani te łopatki wygodne, ani skrzynia nie chce za bardzo słuchać poleceń kierowcy.

przycisk na kierownicy do rozpoznawania mowy w Skodzie

Komendy głosowe

Stare filmy Sci-Fi pełne są wizji przyszłości z super-zaawansowanymi komputerami, robotami i sterowaniem m.in. za pomocą komend głosowych. Taki sposób interakcji z maszyną z pewnością ma ogromny potencjał i mógłby zrewolucjonizować wiele aspektów naszego życia… gdyby tylko działał prawidłowo. Systemy rozpoznawania mowy implementowane są w samochodach już od dłuższego czasu, wciąż jednak wydają się zwyczajnie bezużyteczne. Szybciej wystukam adres ręcznie niż ta cholerna asystentka zrozumie, że chcę ustawić nawigację na Łomżę czy np. zadzwonić do mojego kolegi Włodka. Komendy głosowe wymagają wypowiadania kwestii dokładnie według zaleceń instrukcji, umożliwiają wykonanie tylko określonych czynności, brakuje również wsparcia dla naszego, rodzimego języka. Nie wydaje mi się, by gadżety w stylu sterowania głosem czy gestem były kiedykolwiek w stanie zastąpić tradycyjne, przyjemne macanie guziorów paluchami.

Podrabiany dźwięk silnika z głośników

Last, but not least, a wręcz przeciwnie, chyba najdurniejsze z powyższych rozwiązań motoryzacyjnych – system rozprowadzający po kabinie fałszywy dźwięk silnika. Pierwszy raz z czymś takim spotkałem się w hybrydowym Lexusie IS. Ja rozumiem, że producent zmienia imidż chcąc być postrzegany jako elegancka, ale i modna, dynamiczna marka. Jadąc hybrydą oczekujesz jednak raczej stonowanych, przyjemnych doświadczeń, nawet w wozie takim jaki IS300h, gdyż siedzi tam tylko 2.5 litrowy motor. Jakież ogarnęło mnie zdziwienie, gdy po przełączeniu w sportowy tryb jazdy z głośników wydobył się rasowy, niski dźwięk widlastej ósemki! Nie wiem, może komuś to odpowiada, ja czuję się robiony w balona. Chcąc Lexusa z V8 zdecydowałbym się na wolnossące RC F, a kupując hybrydę ostatnim, czego oczekuję, są basowe warknięcia wprost z syntezatora. W d**ach im się poprzewracało!

Zobacz także: 5 spoko rzeczy w nowych samochodach

  • komendy głosowe to zdecydowana porażka wszech czasów :D

  • Człowiek bez prawa jazdy sobie nawet nie uświadamia ile gadżetów i udogodnień można mieć w aucie :D jak widać niektóre są kompletnie bez sensu – jak kto umie jeździć to chyba sobie poradzi z parkowaniem bez instrukcji??

  • a czy nawigacja nie jest jednak po prostu wygodniejsza niż Google maps, które trzeba w końcu scrollować w telefonie?

    • Scrollować? Nie do końca rozumiem, co masz na myśli :)

      • no, trzeba się trochę naklikać, żeby uruchomić :) czy nie?

        • No nieco trzeba, ale po ustawieniu miejsca docelowego wszystko działa elegancko. I ma bajery niedostępne w większości wbudowanych w wóz nawigacji :)

          • Piotr Kołaczkowski

            Może ma bajery, ale wcale nie jest lepsza od tej wbudowanej. Dokładność map jest dyskusyjna, wiele razy Google prowadziło mnie drogą, której nie ma, albo kazało skręcić na zakazie. Nie da się też ściągnąć całej mapy offline, a to ważne za granicą. Google łatwiej gubi sygnał GPS. Nawigacja samochodowa umie określać pozycję nawet w tunelu na podstawie obrotów kół i skrętu kierownicy, Google nie. Komunikaty głosowe w GM są słabe, często mówi, że mam zjechać z ronda, jak już przejechałem zjazd. Google ma natomiast najlepsze informacje o korkach. BTW: moja nawigacja wbudowana ma połączenie z internetem i też ma informacje o korkach i zatorach, choć niestety nie tak precyzyjne.

          • Wciąż – polemizowałbym :). Akurat w kwestii dokładności map zupełnie nie mogę się z Tobą zgodzić. GM sporo wad, lecz w tym aspekcie nie znajdziesz lepszego rozwiązania. Na palcach jednej ręki naliczyć mógłbym sytuację gdy wyprowadziła mnie na manowce, a robię przy jej pomocy codziennie ~150 kilometrów, głównie w terenie zabudowanym. Po zniesieniu roamingu jej użyteczność za granicą zdecydowanie wzrośnie. Gubienie zasięgu zależne jest w dużej mierze od urządzenia, na jakiej ją uruchamiamy. Przy wykorzystywaniu holdera usytuowanego na podszybiu nie powinno być z tym żadnych problemów nawet na kilkuletnich smartfonach ze średniej półki :). Z bazą offline to faktycznie poważna wada, której nie jestem w stanie obronić.
            Niemniej jednak w tym, co nawigacja samochodowa ma przede wszystkim za zadanie robić, a więc jak najsprawniej doprowadzić mnie z punktu A do punktu B, GM sprawdza się najlepiej.

          • Piotr Kołaczkowski

            Napisałem, że lepsza jakość map jest dyskusyjna – nie że GM ma gorsze. W każdej nawigacjim, której używałem miałem jakieś wtopy z dokładnością. A to GM koniecznie chciało omijać przejezdną Świętokrzyską w Warszawie, a to jakaś inna nawigacja nie miała kawałka trasy S8 (świeżo po wybudowaniu), a to jakaś inna nie miała jakiegoś adresu. Co do nawigowania po Europie, to nie zgodzę się – po pierwsze zniesienie opłat roamingowych dotyczy jedynie rozmów i smsów, a nie transferu danych. Po drugie nie wszyscy operatorzy się stosują. Po trzecie nawet przy podróży przez Polskę jest jeszcze problem w postaci samego zasięgu Ineternetu mobilnego. Owszem, w dużych aglomeracjach masz LTE, ale nadal jest mnóstwo miejsce w Polsce, gdzie internet mobilny działa w standardzie 1G (GPRS). W trasie poza miastem GM sprawdza się gorzej niż moja nawigacja wbudowana (oparta na mapach Nokia Here) – w GM nie można ustawić opcji „trasa krótka / ekonomiczna / szybka”, na autostradach nie informuje o MOPach, nie podaje prognozy pogody na trasie, nie podaje bieżącego limitu prędkości, nie ostrzega przed utrudnieniami na drodze, z algorytmami omijania korków też nie zawsze działa to tak dobrze, jak powinno (ok – tu niestety żadna nawigacja nie umie tego robić dobrze). Natomiast jak zgubi Internet to w ogóle staje się bezużyteczna, a tymczasem moja nawigacja wbudowana *bez dostępu do Interentu* (bo wyłączyłem ze względu na opłaty) w Niemczech miała informacje o utrudnieniach w ruchu i korkach na bieżąco z systemu radiowego.

  • Łukasz Rejak

    Dźwięk silnika z głośników – kiedy wieś-tunning z allegro wchodzi do produkcji seryjnej w autach. ;)