5 świetnych aut, które kiepsko się sprzedają

 

Z niektórymi autami tak już jest, że nie ważne, jak dobre by nie były, i tak nie znajdą adekwatnie szerokiego grona odbiorców. Zapoznaj się z moimi 5 propozycjami świetnych samochodów, które mimo wielu atutów kiepsko się sprzedają.

Zestawienie przeczytasz w ok. 3,5 minuty.

Auta nie kupujemy jedynie poprzez chłodną analizę danych technicznych czy cennika. Kierujemy się też sercem, a więc niejednokrotnie przekonaniem do danej marki, chęcią posiadania stada koni pod maską bądź wozu o wyjątkowo ekstrawaganckim wyglądzie. W takiej sytuacji cena bądź to, ile „samochodu” dostajemy za określoną ilość gotówki mają znaczenie drugorzędne. Wszystkie przedstawione poniżej modele łączy jedno – mimo swojej świetności z jakichś powodów okupują ostatnie miejsca rankingów sprzedaży.

Subaru Levorg

Subaru Levorg

Niektórzy z moich czytelników mogą nawet nie mieć pojęcia o istnieniu rodzinnego kombi od Subaru. Levorg to świetnie wyglądające auto ze wszystkim tym, co „tygryski” lubią w japońskiej marce najbardziej – stałym napędem na 4 buty, szlachetnym rodowodem, bogatym wyposażeniem i bulgoczącym bokserem pod maską. Mi udało się zobaczyć je na ulicy zaledwie kilkukrotnie, i to pomimo faktu, że wszystkie Subaru darzę wielką sympatią, toteż niczym rosyjski radar pozahoryzontalny uważnie wypatruję podczas jazdy każdy model tego producenta. Japończycy spoglądając na słupki sprzedaży zapewne po dzień dzisiejszy zastanawiają się „co poszło nie tak?”, skoro sprzedaż Levorga w Polsce jest praktycznie znikoma.

Pierwszym z mankamentów, obok typowo azjatyckiej siermięgi w zakresie designu wnętrza (choć oczywiście możesz, drogi czytelniku, mieć na ten temat zdanie odmienne do mojego) są niektóre z rozwiązań konstrukcyjnych Levorga. W ofercie dostępny jest bowiem tylko jeden, benzynowy silnik sprzężony dodatkowo z bezstopniową skrzynią biegów. W Subaru! Chcesz „manuala”? Zapomnij! Typowo PRL-owskie „bogactwo” wyboru tyczy się również trzech, niemalże tak samo skonfigurowanych wersji wyposażenia. No i ta nazwa – „Levorg”. Ochyda.

Decydując się na kombi od Subaru musisz więc pokochać go takim, jakim jest.

Toyota GT86

Układ napędowy 2017 Toyoty GT86

GT86 to bardzo przyjemne, tylnonapędowe autko sportowe potrafiące dostarczać masę frajdy za kierownicą bez nadmiernego drenażu Twojego portfela – to fakt. Dlaczego więc jego wyniki sprzedaży okazały się wyraźnie mniejsze niż oczekiwano? Odpowiedzi należy szukać w pozornie jednym z najjaśniejszych jego punktów, czyli… wolnossącym bokserze i pewnej niemrawości tego silnika w średnim zakresie obrotów. Związek niedoboru mocy sportowej Toyoty z jej niezadowalającymi wynikami sprzedażowymi potwierdził zresztą sam Gerald Killman, człowiek odpowiedzialny za dział badań w europejskiej centrali marki twierdząc, że autko mogłoby mieć nieco lepszego „powera”.

Na ospałość w średnim zakresie obrotów najbardziej narzekają użytkownicy GT86. Mam wrażenie, iż lepiej w codziennym użytkowaniu od japońskiego 2.0 sprawdzać mogłaby się mniejsza i słabsza, lecz turbodoładowana jednostka Fiesty ST. A ile papieru zostałoby w kieszeni! GT86 z tandetnie plastikowym wnętrzem wyceniono bowiem, rzekłbym, dosyć odważnie, bo na niemal 140 tysięcy złotych. Wybacz, drogi czytelniku, iż ponownie nawiążę do Fiesty ST, ale równie „frajdogenną” zabawkę od Forda można kupić już za 60% tej kwoty.

Z drugiej strony, Fiestą nie pobawisz się w sposób podobny do gościa z tego filmiku:

Citroen C-Elysee

Citroen C-Elysee

Przed przeczytaniem wyjaśnień dotyczących tej propozycji niektórzy mogą uznać mnie za wariata, ale ja naprawdę uważam, że C-Elysee to świetny samochód! Nie należy obawiać się o jego solidność, gdyż to prosty i przy tym całkiem niebrzydki samochód stworzony na rynki takie jak Turcja czy Indie. Mało waży, co w połączeniu z oszczędnymi jednostkami napędowymi skutkuje niewielkim spalaniem oraz niezłą elastycznością. Jest komfortowy, oferuje zaskakująco dużo miejsca dla pasażerów obu rzędów oraz konkretne, mięsiste 500 litrów bagażnika.

Oczywiście ma też całe mnóstwo wad. Na wymienienie ich wszystkich nie starczyłoby mi wieczora, dlatego przedstawię tylko te najważniejsze – wszędobylska „budżetowość”, biedota we wnętrzu, kiepska pozycja kierowcy czy mierne właściwości jezdne. Mankamenty te tracą jednak na znaczeniu w obliczu 40 tysięcy, jakie Citroen woła sobie za to auto w podstawowej wersji! C-Elysee jest typowym wołem roboczym. Idealnym na  taksówkę, dla przedstawiciela handlowego czy rodzin z dziećmi. Genialne auto w czasach nadmiernie skomplikowanej i awaryjnej motoryzacji.

Lexus GS

Lexus GS F na Autotest 2016

„Podczas mojej tygodniowej przygody najbardziej irytowała mnie w Lexusie… za wolno podnosząca się elektryczna klapa bagażnika. Naprawdę tak dobry jest GS. Ten samochód zauroczy Cię detalami – spowolnionym domykaniem szyb, bezszelestnym oraz zawsze płynnym ruszaniem dzięki hybrydowemu napędowi czy też gustownym oświetleniem wnętrza.” – w taki sposób wypowiadałem się o objeżdżanym w zeszłym roku Lexusie GS w wersji 450h. Japońska limuzyna klasy premium to przykład szczególnie w Europie bardzo niedocenianego wozu – na każdego kupionego w 2015. roku GS-a przypadło aż 7 sprzedanych egzemplarzy BMW serii 5.

Zapoznaj się z moim testem japońskiej limuzyny – Lexusa GS 450h F SPORT

Ale z drugiej strony trudno się tym statystykom dziwić. Marka istnieje dopiero od niecałych 30 lat, a w Europejczykach wciąż siedzi głęboko zakorzenione przekonanie o świetności jedynej słusznej motoryzacji niemieckiej. Niebagatelny wpływ sprzedażowy ma ponadto brak w całej ofercie Lexusa wersji nadwoziowej kombi czy tak ukochanego na naszym kontynencie silnika wysokoprężnego. Lexus GS jest zatem bardzo nieoczywistą alternatywą dla Mercedesa E czy Audi A6. Równie dobry, acz zdecydowanie inny. I dlatego go nie lubimy.

SEAT Mii

Czerwony SEAT Mii

Drapiąc się w głowę w poszukiwaniu aut do niniejszego zestawienia pierwszym, jakie przyszło mi do głowy był ten mały SEAT. To malutka, prosta konstrukcja bliźniacza do VW up! i Skody Citigo, tyle że może z odrobinę mniej zgrabną buzią. Niemieckie trio zaskakuje solidnością wykonania i walorami użytkowymi – moim zdaniem to najlepsza propozycja w segmencie aut miejskich.

Naprawdę trudno mi wskazać oczywisty powód tak kiepskiej sprzedaży małego Mii. Znane wszem wobec porzekadło głoszące, że „gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze” się tu nie sprawdza, SEAT bowiem wyceniony jest niemal identycznie jak swoje bliźniaki. Oferuje ponadto te same wersje silnikowe i podobne wyposażenie opcjonalne. Chyba to popularność konkurencyjnych marek sprawia, iż zdecydowanie więcej na polskich ulicach od małego Mii widzimy Citigo i up!-ów. Biedne Mii :(

A jakie jest Twoje zdanie? Może masz propozycje innych aut pasujących do niniejszego zestawienia? Daj znać komentarzem!

Zobacz też to na Autventure:

Toyota Auris: wyjątkowo poprawna (test)

Myjnie bezdotykowe

CSR Racing 2 – mobilne ściganie nigdy nie było tak dobre! (recenzja)