Avensisem przez Europę

Listopadowa wycieczka do tętniącej życiem stolicy Francji pozwoliła nie tylko zasmakować odrobiny paryskiego uroku, ale także odbyć intrygującą podróż przez spory kawałek kontynentu za kierownicą najnowszej Toyoty Avensis.

Felieton przeczytasz w ok. 3 minuty

Niemiecka autostrada, leniwie siąpiący deszcz i równie leniwe z perspektywy braku ograniczeń prędkości i mojego temperamentu  140 km/h na tempomacie. Ziewania nie ma więc końca, ale do miejsca docelowego wciąż jeszcze ponad 5 godzin jazdy. Okupować jestem zmuszony głównie prawy bądź środkowy pas, bowiem raz na jakiś czas po mojej lewicy przefruwa w tumanach wody nowy Mercedes czy BMW, których kierowcy prócz lubości do jasnego piwa i wyczynów Thomasa Mullera cechuje wyjątkowo ciężka prawa stopa.

Jeżeli nie masz pod maską co najmniej 200 koni mechanicznych, jazda niemiecką autostradą będzie jedną z najbardziej monotonnych rzeczy, jakie doświadczysz w swoim życiu. Z braku zajęć dokonywałem np. skrupulatnej analizy całego spektrum „rodzynów” importowanych przez laweciarzy z bogatego zachodu na nasze przaśne, wschodnie okolice. Najliczniejszą grupę importerską stanowią kilkunastoletnie, poobijane francuzy, zardzewiałe Sprintery i wszelkiej maści „ludowe wozy”, koniecznie w TeDeIku. Wyjątkowo dużą popularnością cieszą się także samochody z segmentu premium po solidnym dzwonie czy dachowaniu. Szczerze – nie mam pojęcia, jak fachmani doprowadzają takie wozy do stanu umożliwiającego jazdę.

Zobacz moje zestawienie najciekawszych aut na każdą kieszeń – klik!

Widok z przodu Toyoty Avensis na tle paryskiej uliczki

Więc tak siedzę sobie za kierownicą Avensisa, rozmyślając na temat tego, że wybitnie mi się ten wóz nie podoba, ale i jak przy tym porządny jest to samochód. Z jednej strony bowiem Toyota nadaje się do typowo podróżnych zastosowań. Przy autostradowej 140 km/h pali tylko 8 litrów na setkę. Zdecydowanie komfortowo zestrojone zawieszenie i układ jezdny co prawda nie zachęcają do głębszego wciskania pedału gazu, przez to jednak kolejne setki kilometrów połyka się naprawdę relaksująco. Duży bagażnik pomieści tobołki nawet dla kompletu pięciu osób, a tempomat (niestety, nie adaptacyjny) odczuwalnie odciąży prawą nogę kierowcy, szczególnie na zachodnich autostradach.

Drogi te, często trzypasmowe, to bowiem zupełnie inny komfort podróżowania. Dzięki dodatkowemu pasowi popularny w Polsce temat kierowców ciężarówek podnoszących ciśnienie ślamazarnym wyprzedzaniem praktycznie tam nie występuje, a kultura autostradowej jazdy również zdaje się stać na wyższym od rodzimego poziomie. Prawą stronę jezdni zajmują nie tylko TIR-y, Matizy i Golfy, ale także samochody jadące sporo ponad te przeciętne 130-140 km/h. Niemieckie autostrady rządzą się bowiem swoimi prawami – bez względu na prędkość w Twoim lusterku wstecznym zawsze może pojawić się ktoś jeszcze szybszy od Ciebie.

Avensis jest więc całkiem pakowny, rodzinny i „podróżny”, w mieście takim jak Paryż jednakże – wręcz zbędny i problematyczny. Masywnym kombi zdecydowanie trudniej znaleźć wystarczająco duże miejsca postojowego na wiecznie zapchanych ulicach miasta, a wyjątkowo gęsty ruch uliczny stanowczo przemawia na korzyść komunikacji publicznej.

Ferrari F12 Berlinetta na lawecie we Francji

To uczucie, gdy jesteś szybszy od Ferrari. Oraz obraz przeciętnego ruchu w Paryżu. Średnia prędkość poruszania się po stolicy Francji to jakieś 10 km/h.

Znalezienie odrobiny przestrzeni parkingowej wcale nie oznacza, że możesz ot tak po prostu się tu zatrzymać. Strefy w centrum miasta wymagają wydania kilkunastu € na specjalną kartę, do której przypisujemy numery rejestracyjne wozu i dokonujemy doładowania celem opłaty postojowej. Pozostaje również kwestia praktycznego podejścia Paryżan do zderzaków samochodowych służących w ich mniemaniu do… zderzania. Rozpychanie sobie miejsca postojowego jest więc standardem, dlatego najlepszą propozycją na bezpieczne zostawienie samochodu w centrum miasta są płatne parkingi podziemne. W cenie 30-40 € za dobę, niestety.

Poczytaj, jak władze Paryża walczą ze smogiem w mieście – klik!

Jeżeli jednak masz awersję do komunikacji publicznej bądź z jakiegokolwiek innego powodu bardzo zależy Ci na poruszaniu się po stolicy Francji samochodem, zawsze możesz skorzystać z sieci wynajmu elektrycznych pojazdów miejskich: Bollore Bluecar. Są małe, łatwe do zaparkowania w specjalnych strefach do ładowania i dzięki ekstrawaganckiemu designowi autorstwa samej Pininfariny zdecydowanie wyróżniają się z tłumu.

Kolaż samochodów projektowanych przez Pininfarina

Każde auto na zdjęciu to dzieło Pininfariny – Ferrari Daytona, Testarossa, 458 Italia, Maserati Quattroporte, Honda NSX, ale również Daewoo Nubira oraz to francuskie coś. Jak widać, nawet najlepszym zdarzają się błędy.

 

Sam Avensis natomiast to bardzo niejednoznaczny samochód. Dobre narzędzie rodzinne bądź flotowe auto robocze, miejscami jednak kiepskie i słabo dostosowane pod gusta przeciętnego Europejczyka. Nowoczesne, ale tylko na pierwszy rzut oka. Proste, solidne, praktyczne, lecz mało wyrafinowane. Ma wiele zalet, lecz i sporo poważnych wad. Da się lubić, niemniej trudno je pokochać. Mojego serca niestety nie skradł.

Z pewnością zasługuje jednak na głębszą analizę, tym bardziej, iż losy jego następcy są bardzo niepewne. Dłuższy, dedykowany Toyocie Avensis wpis już niebawem :)

Zobacz też to na Autventure:

Toyota RAV-4 Hybrid (test)

Co Polacy robią w samochodzie?

Moja muzyka do nocnej jazdy bez celu