Dlaczego Lexus jest u nas tak mało popularny?

Naprawdę lubię Lexusy. Jest coś magicznego w tej japońskiej marce – jej prestiżowym charakterze,  jakości czy niebanalnej stylistyce. Prym w segmencie premium na starym kontynencie od lat wiodą jednak niemieckie koncerny i usilne starania japończyków zdają się nie przynosić oczekiwanych rezultatów. Co powoduje taki stan rzeczy? Odpowiedź, jak często bywa, nie jest jednoznaczna.

Felieton przeczytasz w ok. 3 minuty

Czy problemem japońskiej marki jest uboga w porównaniu do niemieckiej konkurencji oferta modelowa? Audi bądź Mercedesa kupisz z nadwoziem komfortowej limuzyny, ale i również małego mieszczucha, kompakta czy nawet rodzinnego multivana.

Lexus natomiast nie posiada w swojej ofercie kombi ani też samochodu z silnikiem Diesla pod maską. Wypuścili onegdaj jednego, o pojemności 2,2 litra, przy okazji IS-a drugiej generacji, lecz jego pękająca głowica aluminiowa chyba skutecznie ostudziła entuzjazm Japończyków do jednostek wysokoprężnych.

Jakby popatrzeć na to z drugiej jednak strony, to taka, a nie inna polityka przynosi korzyści w perspektywie postrzegania marki. Oferta składająca się jedynie z luksusowych sedanów i SUV-ów powinna pozytywnie wpływać na prestiżowy charakter Lexusa.

Jasne, w propozycji jest też CT200h, paździerzowy kompakt napędzany rozwiązaniami prosto z Toyoty Prius. Tyle że to paździerz całkiem zgrabnie zarysowany, zupełnie komfortowy i nawet w standardzie dobrze doposażony. Cacuszko wśród kompaktów.

A propo hybryd – nie dziwiło Cię nigdy, czemu jeszcze do niedawna aż 90% Lexusów sprzedawanych w Europie było hybrydami? W ostatnim czasie tendencje ulegają zmianie za sprawą nowego silnika turbodoładowanego o pojemności 2 litrów, który Lexus wciska do większości obecnych modeli i cieszy się on sporym zainteresowaniem, pomimo wysokiego apetytu na paliwo.

W sumie nie dziwota, skoro wszystkie hybrydy sprzęgane są z przekładniami bezstopniowymi. Europejski klient jest na nie wyjątkowo uczulony. A przecież Hyundai pokazał, że da się zrobić sensownie działającą hybrydę sprzężoną z klasyczną, dwusprzęgłową skrzynią biegów. Te Japońce to uparty naród jest…

Ale wracając – mnie powyższe dane intrygowały bardzo, bowiem na rynku amerykańskim procentowy udział modeli hybrydowych w ogólnej sprzedaży Lexusa nie przekracza 20%. Co więcej – wiele interesujących silników wolnossących tej marki nie jest w ogóle dostępna w polskich salonach. Okazuje się że wszystko przez… podatki i normy ekologiczne.

Tylna lampa Lexusa IS f sport

Zobacz także: Test Lexusa IS 300h

W związku z ciągłymi zaostrzeniami w Europie przepisów dotyczących emisji szkodliwych substancji producenci musieli podjąć radykalne kroki, czego efektem stała się zakrojona na szeroką skale popularyzacja turbodoładowanych silników diesla. Więcej mocy i niższe spalanie – brzmi bajecznie. Efekty w postaci m.in. afery z Volkswagenem już znamy, ale nie o tym tutaj mowa ;)

Toyota objęła dla Europy zgoła odmienną strategię stawiając na jednostki wolnossące wspomagane silnikami elektrycznymi. Miało to miejsce w okolicach premiery Lexusa RX poprzedniej generacji, a więc około 2005 roku.

Jakiś sens to miało – kosztowo hybryda wychodzi niewiele drożej w porównaniu do rozwiązań konwencjonalnych, ale za to mocy tak jakby nieco więcej, a i emisja szkodliwych substancji zredukowana o połowę. Dobry bilans na europejskie, opanowane przez unijne przepisy drogi.

Tyle że nie przyniosło to jakiś spektakularnych rezultatów. Lexus zaczął wstawać z okolic 1% sprzedaży rynkowej dopiero na przełomie ostatnich kilku lat. Problemy japońskiej marki w Europie najwyraźniej uwidaczniają właśnie jej wyniki sprzedaży. Na każdego wypuszczonego w ubiegłym roku Lexusa GS BMW opyliło aż 7 sztuk konkurencyjnej serii 5. Przepaść. I widać to na drogach, a raczej nie widać, bo Lexusów po polskiej ziemi jeździ stosunkowo niewiele.

Dysproporcja pomiędzy świetnymi wynikami sprzedażowymi w Ameryce Północnej a Europie (ok. 15% do ledwie 1,5% w całym segmencie aut luksusowych) może też wynikać z mocno ugruntowanej pozycji niemieckiej trójki na starym kontynencie. Bo niby dlaczego klientela przyzwyczajona do prostoty i solidności Mercedesa czy Audi miałaby sięgać po ekstrawaganckiego Lexusa?

W Ameryce sprawa wygląda zgoła inaczej, Niemcom bowiem równie trudno co Japończykom o pozyskanie klienta ze Stanów. Wydaje mi się, że w oczach europejskich konsumentów Lexusowi brakuje bogatszej oferty modelowej czy silnikowej. Bez dalszego uatrakcyjniania propozycji wciąż trudno będzie zawalczyć o marudnego, europejskiego klienta.

Analizując cenniki i broszury reklamowe można zauważyć też nieco uboższą w odniesieniu do niemieckiej konkurencji ofertę opcjonalnego wyposażenia, natomiast część oferowanych gadżetów wydaje się być tylko odrobinę, ale jednak gorszej jakości.

Lexus chce być postrzegany jako wygodny i bardzo dynamiczny połykacz kolejnych kilometrów, tymczasem za odważną stylistyką nadwozia nie zawsze idą w parze typowo sportowe doznania.

Dlatego też darzę tę markę sympatią podobną do kibicowania obiektywnie słabszej drużynie podczas oglądania meczu piłkarskiego. Bo wiem, że Lexus na naszym rynku ma baardzo pod górkę. A to dobre auta są, tylko skrojone pod zgoła odmienny do europejskiego rynek.

  • TopSpot

    IS z 2.5 litrową v6, ISF z 5 litrową v8, czy LS również z widlastą ósemką to bajeczne auta. Przesiadając się do takiego samochodu nawet z auta klasy bmw, można poczuć się nieco jak Alicja w krainie czarów. Choć łączą one ze sobą wiele wspólnych rozwiązań to cała otoczka i sposób ich podania sprawiają, że można zapomnieć że to wszysyko już było.

    Ogólnie zgadzam się co do stwierdzenia że to oferta modelowa/silnikowa stawia Lexa w gorszej pozycji. Zdecydowanie częściej widuję obecnie suvy i crossovery tej marki, aniżeli sedany. A szkoda… bo ze wszystkich japońskich marek tę cenię sobie nawyżej.

    • Otóż to, w dobie downsizingu klasyczne, wolnossące jednostki napędowe Lexusa są miodem na serce każdego fana motoryzacji.
      Obecnego IS-a w Hameryce można dostać z potężnym V6 i napędem na obie osie. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego w Europie nie są dostępne podobne warianty silnikowe. Seria 3 czy A4 z mocnym motorem to wszak chyba wymarzony pojazd w oczach przeciętnego Kowalskiego.