Byłem na Ford Driving Skills for Life

Czasem klikam w różne rzeczy w internecie. Zazwyczaj niewiele sensownego z tego wynika, choć tym razem było zgoła inaczej. Dzięki reklamie na portalu społecznościowym wziąłem udział w Ford Driving Skills for Life – szkoleniu bezpiecznej jazdy dla początkujących kierowców.

Felieton przeczytasz w ok. 5 minut.

Co to w ogóle za inicjatywa, spytasz?

Śpieszę tłumaczyć! Fundacja Ford Motor Company Fund powzięła bardzo ważne działania mające na celu edukację młodych kierowców w zakresie wiedzy, która nie jest przekazywana im podczas podstawowego kursu na prawo jazdy. Organizowane corocznie w wielu krajach świata szkolenia służą pogłębianiu świadomości młodzieży co do niebezpieczeństw, jakich pełno w codziennym ruchu drogowym. Jedną z głównych przyczyn śmierci młodych osób są właśnie wypadki drogowe. Driving Skills for Life powstało, by przeciwdziałać temu problemowi.

Szkolenie Ford Driving Skills for Life

Na szkolenie Ford DSFL trafiłem zupełnie przypadkowo, bo poprzez facebookową reklamę. Wystarczyło zapoznać się z informacjami ze strony forddsfl.pl oraz zapisać na jeden z dogodnych terminów. Najważniejszym z kilku tylko wymagań było posiadanie nie więcej niż 24 lat. Jeszcze się łapałem :). Listę uczestników zapełniono bardzo szybko. Miałem chyba sporo szczęścia…

Na napisanie niniejszego tekstu dałem sobie jednak nieco czasu. Chciałem ze spokojem, na chłodno podejść do tematu, gdyż nie ukrywam, że początkowo poczułem się zawiedziony całokształtem szkolenia i poruszonymi tego dnia zagadnieniami. Miałem wrażenie, iż uczestniczę bardziej w jakiejś akcji marketingowej aniżeli faktycznych lekcjach. Kurs zrealizowano co prawda w bardzo profesjonalnej oprawie, jego aspekt szkoleniowy jednak imho trochę po łepkach. Ale po kolei!

Szaro, buro, nudno?

Niedzielny poranek przywitał mnie ponurą aurą i typowo jesiennym chłodem. Po udaniu się do Automobilklubu na Powstańców Śląskich w Warszawie (będącego miejscem szkolenia) wysłuchałem krótkiego wprowadzenia, po czym zaproszono nas do pierwszej, czysto technicznej części kursu. Wszędzie dookoła mnóstwo reklam Forda, gdzieś obok dumnie prężą muskuły Focus RS czy Fiesta ST200. Słodko.

Zbiorowisko ludzi zainteresowane samochodem marki Mustang

W pierwszej części szkoleniowej każdy mógł na własnej skórze sprawdzić działanie systemu Active City Stop wykrywającego ryzyko kolizji z poprzedzającym pojazdem i automatycznie zatrzymującego auto. Podczas gdy jedna grupka testowała skuteczność gadżetu, reszta gawiedzi podziwiała prezentowanego obok Mustanga z silnikiem V8. Macaniu najnowszego wozu sportowego Forda nie było końca! Wszystko pięknie, wszystko fajnie, niemniej to Tobie, drogi czytelniku, zostawiam ocenę tego, ile w tej części szkolenia zawarto faktycznej nauki, a ile marketingowego sosiku ;)

Zobacz też: Warto dopłacić do reflektorów LED?

Drugi etap kursu dotyczył uzmysłowienia zagrożeń wynikających z rozproszenia uwagi podczas jazdy i wsiadania za kółko pod wpływem używek. Chętni mogli założyć alkogogle i spróbować swych sił w piłce nożnej. Ponadto zadaniem każdego uczestnika było przejechanie trzykrotnie krótkiego, wąziutkiego toru wytyczonego plastikowymi pachołkami. Pierwsza próba w pełnym skupieniu, druga z pisaniem w międzyczasie sms-a  i ostatnia, podczas której należało czytać na głos instrukcję obsługi. Skutki okazały się jasne do przewidzenia – dobrze, że pachołki były tylko plastikowe ;)

Następna część szkolenia obejmowała zagadnienia awaryjnego hamowania i gwałtownego omijania przeszkody. W końcu zrobiło się nieco bardziej interesująco , a kilka porządnych kopnięć w hamulec czy szarpnięć kierownicą podczas manewrów wymijania pozwoliło odrobinę poznać oddane w nasze łapki Fordy Fiesta ST-Line z silnikiem 1.0 Ecoboost.

Grupowe zdjęcie trzech Fiest w pakiecie stylistycznym ST-Line

Fiesta daje radę

Muszę przyznać, że naprawdę udał im się ten cały pakiet stylistyczny! Felga konkret, lotka z tyłu również niczego sobie. Wycenili to wszystko zresztą też całkiem sensownie. Extra 9 klocków do podstawowej wersji wyposażenia Trend daje w zamian światła LED do jazdy dziennej, ładną felgę i inne akcenty stylistyczne nadwozia, usportowione fotele czy manualną klimkę.

Dotychczas miałem do czynienia z Fieściną jedynie w najbiedniejszym, tragicznie słabym motorze 1.25 litra o mocy 60 koni. Dlatego nawet ta turbodoładowana, 100-konna kosiarka wydała mi się nadzwyczaj szybka i zadziorna! Całkiem sporo siły drzemie w tym malutkim silniczku, choć dźwięk jego wespół z instruktorem na prawym fotelu uznaliśmy za beznadziejny. No i małe, bębnowe hamulce z tyłu zdradzają, że to jednak nie pełnoprawne ST.

Następna strona ->