Nadchodzi ostatni dobry moment na zakup nowego auta?

Jeżeli planujesz w najbliższym czasie zakup nowego samochodu, śpiesz się. Już za dwa lata w okolicznych salonach znajdziesz jedynie hybrydy i pojazdy elektryczne, a ceny aut wyraźnie wzrosną.

Felieton przeczytasz w około 2,5 minuty

Wszystko za sprawą bardziej restrykcyjnych norm emisji spalin, które wchodzą w życie w 2021 roku. Wymuszają one obniżenie uśrednionej wartości wydalanego przez pojazd do atmosfery dwutlenku węgla o 27%, ze 130 gram na kilometr do poziomu 95 gram. Chwalmy Pana za to, że norma uwzględnia średnią dla wszystkich aut w gamie modelowej danego producenta, dzięki czemu w ofercie europejskich graczy nadal dostępne mogą być tradycyjne konstrukcje napędowe o wysokiej liczbie cylindrów. Możemy zatem wieszać psy na koncernach motoryzacyjnych za downsizing, produkowanie “jednorazówek” klękających po 100 tysięcy kilometrów czy rosnący wachlarz modeli hybrydowych i elektrycznych. “Bo na co to komu”. Należy mieć na uwadze, że mogą to być rozwiązania konieczne do sprostania standardom bez drastycznej podwyżki cen samochodów.

I nie ma bata, że koncerny do powyższych norm się nie dostosują, co obrazuje poniższe case study na przykładzie marki Fiat. W chwili obecnej nie oferuje żadnych napędów hybrydowych i elektrycznych. Załóżmy najczarniejszy scenariusz, w którym do 2021 roku nie nastąpi we włoskiej marce poszerzenie gamy silnikowej o napędy ekologiczne, a zgodnie z planem w życie wejdą nowe normy emisji dwutlenku węgla wynoszące 95 gram na kilometr. Sprzedając same tradycyjne, „niezelektryfikowane” samochody koncern wyprztyka się z puli CO2 mniej więcej w kwietniu. I przez resztę roku nie będzie w stanie sprzedać już ani jednego auta.

Chyba że zapłaci karę w wysokości 95 euro za każdy gram wyżej ustalonego limitu 95 jednostek. Oczywiście przemnożone przez ilość sprzedanych w danym roku aut. Czyli orientacyjnie coś w okolicach 2-4 tysięcy euro per samochód.

Przezroczysty samochodzik to założony na początek 2021 roku pułap emisji dla każdego z przedstawionych tu koncernów. Toyota powinna poradzić sobie bardzo dobrze, podobnie jak Volvo czy Renault. Fiat, konsorcjum PSA, VW i kilka innych ma poważny orzech do zgryzienia. [grafika by carmagazine.co.uk]

Wyjść z powyższej sytuacji jawi się kilka. Jedno z nich to elektryfikacja i oczyszczanie gamy modelowej. W salonach marki Kia jeszcze w tym roku kupimy elektryczne e-Niro, kompaktowy Ceed otrzyma diesle wzbogacone o 48-voltową instalację mild hybrid, a z oferty jednostek napędowych Optimy znikają najbardziej trujące odmiany benzynowe 2.0 GDI i T-GDI. Przyszły rok przyniesie kolejne zmiany, wszystko to może jednak nie wystarczyć.

Można też pójść po linii najmniejszego oporu doliczając ewentualną „karę” do ceny katalogowej i tym samym zrzucając koszt na klienta końcowego. W sumie to będzie tak bez względu na rozwiązanie, bowiem zysk ze sprzedaży pojedynczego auta popularnej marki nie pokryje potencjalnej grzywny za niedostosowanie jednostek napędowych do nowych norm emisji. Łatwiejszy orzech do zgryzienia mają koncerny oferujące samochody segmentu premium, gdzie wolumen jest stosunkowo mniejszy od marek popularnych, a i marże zdecydowanie pokaźniejsze. Taki dajmy na to Mercedes będzie zatem w stanie nieznacznie podwyższyć ceny aut bez większego uszczerbku w rocznym planie sprzedażowym. Udźwignięcie podobnej wielkości kosztów przez marki popularne okaże się trudniejsze do realizacji.

Być może z tego właśnie powodu mówi się, że takie marki jak Nissan, Subaru czy Fiat najprawdopodobniej już niebawem znikną z europejskiego rynku. Na placu boju pozostaną tylko grube ryby. Koncerny, które zaoferują swoim klientom niskoemisyjne samochody hybrydowe i elektryczne w przystępnych cenach. I być może jest to jeden z powodów, dla których jesteśmy świadkami motoryzacyjnej ekspansji rozwiązań elektrycznych maści wszelakiej na tak szeroką skalę.

Raport AAA Auto szacuje, iż w 2017 roku na polskim rynku pojawiło się co najmniej 2 miliony ofert sprzedaży samochodów używanych. Wydawać by się mogło, że rodzime poletko “używek” ma się bardzo dobrze, lecz bardzo prawdopodobny jest dalszy rozkwit tej części motobranży wraz z czekającym nas zmianami na rynku nowych aut. Dla wielu salonów samochodowych poszerzenie oferty pojazdów używanych i położenie większego nacisku na handel nimi może okazać się koniecznością warunkującą finansowe przetrwanie. A wszelkie Mirki-handlarze już mogą zacierać ręce na myśl o przyszłych zyskach.

Temat spełnienia oczekiwań stawianych przed koncernami motoryzacyjnymi w Europie jawi mi się zresztą tym trudniejszy biorąc pod uwagę polskie realia i mentalność tutejszej klienteli. Pomimo usilnych starań inżynierów i dostępności zaawansowanych napędów hybrydowych o ekologicznej naturze wciąż trudno jest przekonać przeciętnego nabywcę nowego auta na zakup droższego pojazdu z zestawem baterii w bagażniku. Skoro ceny samochodów napędzanych klasycznymi, konwencjonalnymi jednostkami mogą pójść drastycznie w górę, za podobne sumy dostępne będą rozwiązania niskoemisyjne i paliwo-oszczędne. Klasyczne, niezelektryfikowane benzyniaki i diesle przestaną mieć rację bytu, odchodząc do lamusa.

Zerkni także na:
Test Volvo XC40 T5 AWD – Samochód roku 2018
Jak zachowujemy się na drogach?
Moich 6 ulubionych kanałów motoryzacyjnych na Youtube

<– Poprzedni wpis: Test Mercedesa A200 2019