Lexus GS 450h F SPORT – Limuzyna z charakterem

Lexus nie ma na naszym rynku łatwego życia. Sprzedaż analogicznych modeli japońskiej marki w Polsce jest zdecydowanie mniejsza od konkurencyjnych aut niemieckich. Dla przykładu – na każdego kupionego w 2015. roku Lexusa GS przypadło aż 7 egzemplarzy BMW serii 5. Dlaczego różnica w wynikach sprzedaży jest tak duża i jaki wpływ ma tutaj polityka japońskiej firmy? Niech za przykład do analizy posłuży Lexus GS 450h F SPORT. Zapraszam na test!

Test przeczytasz w ok. 5 minut.

Lexus-GS-bok

Tydzień z Lexusem GS należał do naprawdę interesujących. Całe godziny spędzone w aucie pozwoliły mi na dogłębne „wymacanie” niemal każdego elementu japońskiego sedana. Udało się nawet zestawić go zaraz obok najnowszej, tegorocznej konkurentki ze stajni Mercedesa i nieco leciwym już bawarczykiem w celu organoleptycznego ich porównania a także, co najważniejsze, wyróżnienia auta o najlepszej aparycji. Wnioski? Jednoznaczne – stawiając obok siebie GS-a, serię 5 i klasę E zdecydowanie największym zainteresowaniem gapiów będzie cieszył się ten pierwszy. Wygląd zewnętrzny omawianego Lexusa to moim zdaniem jego naprawdę mocna strona. Mimo, że samochód nie jest młody (swoją premierę IV generacja miała bowiem już w 2011 roku), dzięki udanemu faceliftingowi dalej wygląda bardzo świeżo. Aktualizacji wizualnej uległa głównie przednia część pojazdu – jeszcze ostrzej zarysowane zderzak i klepsydrowaty grill nadały Lexusowi niezwykle agresywny wygląd. Ogólna aparycja nadwozia naprawdę może się podobać. Pełnej dynamicznych linii karoserii nie brak szyku i elegancji, atutów tak ważnych dla typowo reprezentacyjnego charakteru limuzyny segmentu Premium. Mój egzemplarz testowy skonfigurowany został w oparciu o bazowy, czarny lakier, totalnie natomiast zabujałem się w widocznym na jednej z fotografii odcieniu szafirowym niebieskim, który jest moim zdaniem jedynym słusznym wyborem deklasującym wszystkie inne kolory dostępne dla tego auta. Miodzio!

Lexus-GS-przod

Do gustu bardzo przypadły mi także diodowe, trójprojektorowe reflektory LED z funkcją adaptacyjnej wiązki. Szkoda, że dostępne są jedynie w dwóch najwyższych wersjach wyposażenia F SPORT i Prestige, gdyż prócz wysokich walorów użytkowych świetnie wkomponowują się w dynamiczny zarys przodu wozu. Zdecydowanie powinny być implementowane w standardzie! Dedykowanym pakietowi F SPORT 19-calowym obręczom także nie można odmówić wdzięku, aczkolwiek jeszcze lepiej prezentują się na Lexusie opcjonalne, 10-ramienne dziewiętnastki z najbogatszej wersji Prestige . Wymagają niestety dopłaty kolejnych 2500 złotych, aczkolwiek przy cenie auta grubo przekraczającej 300 tysięcy taki wydatek nie wydaje się być znaczący ;)

Lexus-GS-wnetrze-3

„Nie ma biedy” – to pierwsze, co przyszło mi do głowy po zajęciu miejsca za kierownicą. GS łączy we wnętrzu klasykę z nowoczesnością. Standardowe w pakiecie F SPORT cyfrowe wskaźniki za kierownicą kontrastują ze zdobiącym konsolę centralną analogowym zegarkiem czy nieco staromodnie wbudowanym w deskę rozdzielczą ekranem LCD. Dzięki słusznej przekątnej wynoszącej aż 12,3 cala możliwe jest podzielenie go na 2 części obrazujące sekcje np. wskazań nawigacji i ustawień radia bądź klimatyzacji. Sama obsługa multimediami następuje poprzez specjalny wskaźnik, stawiający opór pod palcami w momencie najechania na kolejną z opcji. Niestety, autorski patent Lexusa sprawdza się w codziennym użytkowaniu bardzo przeciętnie z powodu niskiej precyzji działania. Całe szczęście, że większość najczęściej wykorzystywanych funkcji jest też dostępna w formie fizycznych przycisków na konsoli centralnej.

Świetnie wrażenie zrobiły na mnie fotele z elektryczną regulacją i zestawem wentylacji oraz podgrzewania, specjalnie przygotowane tylko dla pakietu F SPORT. Możliwości konfiguracji jest mnóstwo i wygodne siedzenie znajdzie tu nie tylko tak skromnej postury osoba jak ja, ale nawet naprawdę postawny facet lub dziewczyna. Za nimi także zmieści się sporej wielkości człowiek, GS bowiem to samochód bardzo przyjazny rosłym podróżnym również w drugim rzędzie pasażerskim. Fotele potrafią dobrze złapać w zakrętach nie odmawiając zadkowi należytego komfortu. Charakterystyczna dla omawianej wersji wyposażenia tapicerka skórzana w kolorze bordowym wydała mi się nie do końca pasować do poważnego charakteru auta. We wnętrzu czuć natomiast obecność materiałów wysokiej jakości – podłokietniki są wręcz wybitnie miękkie, podobnie jak miejsce oparcia o konsolę centralną prawego kolana kierowcy. Zadbano nawet o gustowne podświetlenie kabiny – szczególną uwagę zwracają listwy w drzwiach oraz lampka w lusterku subtelnie oświetlająca konsolę centralną.

Lexus-GS-zegary

Lexus GS zauroczy Cię detalami – spowolnionym domykaniem szyb, bezszelestnym oraz zawsze płynnym ruszaniem dzięki hybrydowemu napędowi czy też gustownym oświetleniem wnętrza.

Co słychać pod maską? Głównie ciszę! Wszystko za sprawą hybrydowego zestawu silnika elektrycznego i spalinowego, generującego 345 koni mechanicznych. Mimo tak dużej mocy przenoszonej jedynie na tylną oś GS nie prowokuje do mocniejszego deptania pedału gazu. To komfortowa limuzyna, która skłania raczej do spokojnej i dostojnej jazdy. Główny motor napędowy to oczywiście wolnossące V6 o pojemności 3,5 litra, jednak przy stonowanych korzystaniu z gazu siła silnika elektrycznego umożliwia utrzymanie względnie niskiego poziomu hałasu w kabinie. Zastosowana do powyższego układu bezstopniowa skrzynia CVT charakteryzuje się utrzymywaniem stałych obrotów motoru podczas przyspieszania – niższych bądź wyższych w zależności od głębokości wciśnięcia prawego pedału.

Niecodzienne odczucia akustyczne w momencie nabierania prędkości nie przeszkadzają jednakże równie mocno co np. w Toyotach z podobną przekładnią. To za sprawą lepszego wyciszenia kabiny i przyjemniejszego brzmienia widlastej „szóstki”, której aż chce się słuchać! Jazda Lexusem GS należy więc do raczej mało „spektakularnych” doświadczeń. Zawieszenie o zmiennych nastawach radzi sobie bardzo dobrze z wybieraniem nierówności a samochód za każdym razem rusza z nienaganną płynnością i obce jest mu szarpanie wynikające ze zmiany biegów, gdyż takowych zwyczajnie nie posiada. Lexus zachowuje odpowiednią stabilność nawet przy naprawdę wysokich prędkościach świetnie kwalifikując się jako maszyna do okupowania lewego pasa podczas energicznych podróży po ekspresowych odcinkach naszego kraju. Dostępny w standardzie selektor trybów jazdy odczuwalnie wpływa na nastawy zawieszenia, sztywność układu kierowniczego czy poziom obrotów i reakcję na gaz. Mimo wszystko nawet w dostępnym jedynie dla wersji F SPORT i Prestige najbardziej skrajnym ustawieniu Sport+ GS to przede wszystkim auto komfortowe. Nie boi się ostrych wiraży i ma spore pokłady przyczepności, choć dużo lepiej sprawuje się jako klasyczny „tyłkowóz”. Spalanie oscylujące w granicach 10 litrów należy w tym wypadku uznać za akceptowalne zważywszy na ilość koni pod maską i gabaryty samochodu. Prawdziwa magia hybrydy!

Lexus-GS-zegarek

Podczas tej tygodniowej przygody najbardziej chyba irytowała mnie… za wolno podnosząca się elektryczna klapa bagażnika. Naprawdę tak dobry jest Lexus GS.

Tradycyjnie już dla marki podstawową wersją wyposażenia jest „Elite”, wyjątkowo bogata zresztą, zgodnie ze swoją nazwą. W standardzie dostajemy mnóstwo wspaniałości – m.in. kamerę cofania (choć dosyć kiepskiej jakości, jakby żywcem przeniesioną z Yarisa), elektryczną regulację kierownicy i foteli przednich, tempomat, reflektory Bi-LED, system wspomagający wsiadanie oraz wysiadanie czy cały zastęp poduszek powietrznych. Tak skonfigurowany GS z napędem 450h startuje cenowo od 275 tysięcy złotych. Ewentualna dopłata do omawianej wersji F SPORT to aż 78 tysięcy, za którą dostajemy jednakże kolejne fantastyczności – wentylację i podgrzewanie foteli, adaptacyjne reflektory LED, czujniki parkowania, elektryczną klapę bagażnika, skórzane obicia, roletę tylnej szyby, aktywny tempomat, 19-calowe obręcze, mechanizm skrętnych kół tylnej osi czy cały szereg systemów aktywnie wspomagających kierowcę.

W kwocie 350 tysięcy złotych otrzymujemy więc świetnie wyposażone, bardzo komfortowe i naprawdę szybkie auto – jestem pod wrażeniem szczególnie elastyczności, kiedy to w pełni wykorzystywany jest potencjał napędu hybrydowego. Nie mi oceniać, czy to odpowiednia cena za tak skonfigurowany pojazd, patrząc jednakże na konkurencję z Niemiec – różnice w cennikach będą niewielkie. Lexusowi brakuje jednakże szerszej możliwości personalizacji i konfigurowania wozu pod własne, indywidualne potrzeby, Część gadżetów wydaje się również nieco staromodna, zwyczajnie „nieświeża” (jak wspomniana kamera cofania). Z drugiej jednak strony w markę tę wpisana jest niezawodność, nie tak znowu oczywista cecha z perspektywy konkurencji.

Lexus stoi w rozkroku. Jego design w przeciągu ostatnich kilku lat z konserwatywnego przeszedł na żywszy, wręcz pełen agresji. Telewizja czy internet pełne są reklam japońskiej marki prezentujących auta dynamiczne i o sportowym charakterze. Lexus chce być postrzegany jako producent wygodnych i dynamicznych aut pakując jednocześnie wewnątrz rozwiązania hybrydowe, kojarzone głównie z aspektami ekologicznymi. Paradoks ten wpływa na niejasne odczucia płynące z obcowania z samochodami marki. Miejski CT bazuje na rozwiązaniach mechanicznych z Priusa, a wsiadając do ponad 300-konnej limuzyny oczekujemy nieco więcej sportowych doznań, szczególnie przy tak bardzo zaostrzającej apetyt aparycji każdego z modeli Lexusa.

Głębokie zakorzenienie w mentalności Europejczyków stosunkowo prostej i solidnej motoryzacji niemieckiej to kolejny aspekt wpływający na obecną sytuację. Temat z pewnością wymaga głębszego pochylenia się nad nim, co uczyniłem tutaj – zapraszam do przeczytania! Sam GS natomiast to wóz pozwalający na wyróżnienie się z tłumu – jest mało racjonalnym, wręcz ekstrawaganckim wyborem w swoim segmencie. I właśnie dlatego jest taki dobry!