Moja muzyka do nocnej jazdy bez celu

Dzisiaj będzie nieco więcej do posłuchania aniżeli przeczytania. Szwendając się wieczorem samochodem nie może wszak zabraknąć odpowiedniego tła dla naszych wojaży. Choć jazda z wyłączonym radiem też ma swoje zalety, często w chwilach nocnej zadumy za kółkiem odpalam swoje ulubione przeboje.

Listę przebojów odsłuchasz w ok. 15 minut.

Wyuzdanych, ociekających bogactwem opisów raczej tu nie będzie, gdyż poeta ze mnie żaden, a i na muzyce zwyczajnie się nie znam. Każdy z przedstawionych tu utworów zwyczajnie ma w sobie to coś sprawiające, że z przyjemnością krążę w ich rytmie wieczorem po mieście. Zdecydowanym faworytem zestawienia jest niejaki Kavinsky, w szczególności z kawałkiem ProtoVision.

Ogólnie rzecz biorąc muzyka elektroniczna baaardzo leży mi nocą za kierownicą. Kavinsky natomiast tworzy imho najbardziej klimatyczne kawałki do wieczornej przejażdżki samochodem. Koniecznie obczaj powyższy teledysk, gdzie gość w skórzanych rękawiczkach i okularach przeciwsłonecznych praży Testarossę uciekając ulicami miasta przed gliniarzem w Mustangu. Arcydzieło, klimat wprost wylewa się z monitora! Zapewniam, że po obejrzeniu powyższego kawałek wejdzie on na Twoją listę dedykowaną jeździe bez celu ;)

Polecam zasadniczo całą twórczość Kavinskiego, a w szczególności Nightcall z wyjątkowo dobrego filmu pt. Drive (jak jeszcze nie widziałeś, toś trąba). Zresztą, cała ścieżka dźwiękowa „drajwa” to bardzo dobry podkład pod nocne szwendactwo uliczne.

Zasłyszałem onegdaj, że są dwa typy ludzi – Ci preferujący Genesis za czasów Petera Gabriela oraz drudzy, z Philem Collinsem na wokalu. Darzę brytyjski zespół dużą sympatią, choć do nocnej jazdy bez celu najbardziej pasuje mi singiel tego drugiego pt. In the Air Tonight. Intrygująca opowieść autora oraz minimalistyczna warstwa dźwiękowa robią tu świetną robotę. No i te pierdyknięcie w 3:15 – sztos! Całe Genesis z Collinsem też dobrze wchodzi wieczorem za kółkiem. Jakoś nie leżą mi w takiej chwili wszystkie te  współczesne, typowo radiowe kawałki. Wolę zagłębić się w klasykę, np. Krzysztofa Krawczyka. Tylko odrobinę odrestaurowanego…

Komu choć trochę pasują stare przeboje polskiego Elvisa Presleya, powinien spróbować naprawdę dobrej przeróbki autorstwa unitr∆_∆udio. Krawczyk zarówno w oryginale, jak i tutaj fantastycznie mnie uspokaja. A unitr∆ ma w zanadrzu kilka innych rodzynków takich jak Niech żyje bal Rodowiczki czy, z nieco innej beczki, synthwave’owe Blacknite. Wszystko cholernie dobre, serdecznie polecam.

Sunrise muzycznie wydaje się kolejnym po Collinsie klasykiem z lat 80., okresowo tymczasem bardzo blisko mu do Krawczykowego oryginału Chciałem być. Simply Red nie napisało tutaj żadnego inspirującego tekstu, kawałek ten jednak potrafi naprawdę odprężyć mnie nawet po wyjątkowo ciężkim dniu. Podobnie z Hemingwayem, którego 6 zer zapodaję poniżej. Nie jestem wielkim fanem wszelakich rapsów, aczkolwiek Taco wchodzi mi ostatnio wyjątkowo dobrze. Dlatego też 6 zer to tylko jeden z wielu utworów tego autora pogrywających u mnie wieczorami podczas jazdy.

Nie krępujcie się dzieleniem swojego muzycznego stuffu w komentarzach. Bardzo interesuje mnie, przy czym jeździcie nocą bez celu :)

ZOBACZ TEŻ: MOJE ZDANIE O NOCNEJ JEŹDZIE BEZ CELU