Najgorsze nowinki technologiczne współczesnych aut

Hmm – pomyślał Mirek. Co by tu wymyślić, by zaoszczędzić kolejne 2 dolary na produkcji każdego z naszych aut? Musimy zastąpić elektroniką rzecz bardzo prostą, która dotychczas działała znakomicie. Klient przyjedzie do nas na naprawę 2 dni po okresie gwarancyjnym, co oznacza podwójny profit. <zerka na projekty wnętrza…> Eureka! Elektroniczny hamulec ręczny!

Zestawienie przeczytasz w ok. 4 minuty.

Dawniej auta były bezdyskusyjnie wolne, kosztowne i zawodne. Świat idzie jednak do przodu, wobec czego współczesne wozidła stają się coraz szybsze, bezpieczniejsze, ale i mądrzejsze oraz pełne różnorakich udogodnień. Czy tym samym lepsze?

Napisałem niedawno artykuł w podobnym stylu, gdzie głośno i z bólem przepony wyśmiewałem najbardziej bezużyteczne gadżety w nowych autach. Niniejsze rozważania niejako kontynuują tematykę opcjonalnych bajerów, których pełno w katalogach współczesnych wozów. Tym razem skupiam się na wyjątkowo irytujących i utrudniających życie systemach samochodowych, których funkcjonalność odważnie poddaję pod wątpliwość. Krytycznym okiem o motoryzacyjnej gadżetomanii – zapraszam!

Automatyczne wycieraczki

Znany od wielu lat bajer obecny jest jako względnie standardowe wyposażanie nawet tańszych, kompaktowych wozidełek pokroju Gulfa czy Leona. Ilekroć korzystam z automatycznych wycieraczek, nie mogę dogadać się z odpowiedzialnym za ich działanie czujnikiem co do optymalnej częstotliwości pracy. Też tak masz? Z początku potrafię nie widzieć totalnie nic przez dobre kilkaset metrów, zanim system połapie się, że jadę niemalże na ślepo i należałoby zacząć zbierać wodę. A jak pióra rozpoczną już pracę… to latają w te i wewte niczym oszalałe!

Po zastanowieniu to jest i plus powyższego rozwiązania – gdy na czerwonym podleci do Ciebie obszczymur z psikawką i ściągaczką w ręce celem przeczyszczenia przedniej szybki, warto wstrzymać się z przepędzeniem delikwenta. Aktywowany zmoczeniem wodą sensor wycieraczek uaktywni je, zapewniając Ci przy okazji niezły kabaret z poirytowanym klientem w roli głównej ;)

A na poważnie – serduchem jestem za tradycyjnym rozwiązaniem. Korzystając z manualnych wycieraczek zawsze potrafię idealnie dobrać tempo ich pracy. Śmiem nawet twierdzić, że wpływa to na większe skupienie podczas prowadzenia auta, a więc i poprawę bezpieczeństwa za kółkiem.

Elektryczny hamulec ręczny w Seacie Ateca

Permanentna kontrola trakcji

Winter is coming! Nawet w stolicy zaczęło już solidnie prószyć śniegiem, wobec czego „gorący” okres tarmoszenia ręcznego na parkingu pod osiedlowym Tesco mogę uznać oficjalnie za otwarty! Nieważne, czy masz Golfa dwójkę, Corsę bądź E36. Każde potrafi sprawić wiele radochy, o ile nie trzyma go permanentnie zaimplementowana kontrola trakcji.

Najbardziej nie lubię być oszukiwany. Naciskam przycisk, kontrolka na desce rozdzielczej informuje mnie o dezaktywacji TRC, a mimo to system dalej czuwa gdzieś tam uśpiony, przeszkadzając w zabawie. Nie jestem przecież małym dzieckiem ani ubezwłasnowolnionym warzywkiem – decydując się na wyłączenie kontroli trakcji robię to z pełną świadomością ewentualnych konsekwencji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Paryska walka ze smogiem

Zdaje sobie sprawę, że czekają mnie również negatywne komentarze a propos powyższych dywagacji. Dlatego pragnę nadmienić, iż kontrola trakcji sama w sobie jest niezwykle przydatnym systemem i ma ogromny wpływ na poprawę bezpieczeństwa polskich dróg. Gdy przychodzi jednak czas spokojnych, zimowych wieczorów i pustych parkingów pod supermarketami, nie ma nic lepszego niż tradycyjny ręczny i brak jakichkolwiek zbędnych w tym momencie kagańców…

Elektryczny hamulec ręczny

Mój problem z elektrycznym ręcznym, podobnie do kontroli trakcji omawianej przed momentem, ściśle wiąże się z magią zimowych, spokojnych nocy spędzonych na szczeniackich zabawach w rytmie VOX FM. Ale nie tylko! Nigdy do końca nie wiem, w którą stronę ten ręczny aktywować – przyciskając czy pociągając. Zazwyczaj to drugie, lecz w Toyotach dla przykładu jest inaczej, najczęściej kończy się więc na tarmoszeniu przycisku w nadziei na jego aktywację.

Automatycznego ręcznego nie naprawisz też w przydomowym garażu, a o opóźnieniu związanym z odpuszczeniem hamulca nawet nie wspominam… Zastanawia mnie także, jak szybko udałoby mi się uaktywnić go w razie niebezpiecznej sytuacji na drodze, np. awarii hamulców. Rozwiązanie konwencjonalne czasem jest zdecydowanie lepsze.

System start-stop

Inżynierowie prześcigają się w kolejnych sposobach na zachowanie akceptowalnego poziomu emisji zanieczyszczeń – mamy filtry cząstek stałych, AdBlue, downsizing i wiele innych, w tym ten nieszczęsny Start-Stop. System w założeniach pozbawiony jest wad, tylko że wraz z czystością spalin może solidnie przeczyścić portfel w razie niespodziewanej awarii. Znaczące obniżenie zużycie paliwa również można włożyć między bajki.

Mam zdroworozsądkowe podejście, wobec czego niepotrzebna komplikacja dodatkowym systemem Start-Stop w i tak już bardzo skomplikowanych dzisiaj silnikach spalinowych wydaje mi się niezdrowym przegięciem. Jeszcze pół biedy, jak gadżet ten masz w benzynie – często idzie nawet nie wyczuć momentu ponownego uruchomienia silnika. Co innego w dieslu, dlatego Start-Stopu sprzężonego z dieslem wystrzegaj się niczym ognia!

Szerzej na temat rozwiązania Start-Stop rozpisałem się tutaj – serdecznie polecam zainteresowanym :)

Systemy wspomagające kierowcę

To zdecydowanie najbardziej kontrowersyjny temat niniejszego zestawienia, lecz jestem gotowy postawić śmiałą tezę, iż zdecydowana większość systemów wspomagających jest normalnemu, zdrowo myślącemu kierowcy zwyczajnie niepotrzebna. Weźmy na przykład takiego asystenta martwego pola w lusterkach. Jeżeli do poruszania się po drodze potrzebujesz systemu monitorującego martwe pole to prowadzenie auta prawdopodobnie nie jest dla Ciebie.

Lane Assist w aucie Skoda

Bawiłem się onegdaj asystentem wspomagającym wykrywania zagrożeń EyeSight w Subaru Outback. Na mniej więcej 10 kilometrach testowego odcinka trzy razy zaalarmował mnie o niebezpieczeństwie kolizji, pomimo że droga i jej otoczenie calutki czas były zupełnie puste. To wytrąca z rytmu jazdy. Jeszcze pół biedy, gdy system ma tendencje do nadgorliwości. Takie Lane Assist w Avensisie z trudem odczytuje linie oddzielające kolejne pasy jezdni, polegać więc na nim nadzwyczaj trudno.

Mało mówi się również o problemie nabierania złych nawyków spowodowanego korzystaniem z tego typu „wspomagaczy”. Aktywny tempomat czy system wspomagający utrzymanie pasa ruchu to z całą pewnością pomocne gadżety wymiernie wpływające na poprawę komfortu podróżowania. Korzystanie z nich nie powinno jednak wiązać się z rezygnacją ze starego, dobrego używania mózgownicy.

Jakie nowinki technologiczne powinny Twoim zdaniem tutaj trafić? Zostaw swoją opinię w komentarzu!

<- Poprzedni wpis: Test Toyota RAV4 Hybrid: Wszechstronna krówka

Następny wpis: Prezent dla auto-maniaka ->

  • Karolina Tuchalska-Siermińska

    Kwestia wycieraczek rowniez mnie irytuje…
    Garść interesujących informacji 😉👍🏼.
    Pozdrawiam,
    Odnova.net

  • Wobec tych systemów wspomagających kierowcę też mam mieszane uczucia. Rozumiem, że to idzie powoli w stronę tego, aby samochód sam się prowadził, a my bylibyśmy tylko od nadzorowania całego procesu i to jest w porządku. Ale takie dodatki bardzo rozleniwiają i uważam, że w momencie, kiedy większość samochodów na drodze ich nie ma, mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Zwłaszcza, jeśli człowiek się do nich przyzwyczai i za bardzo zacznie na nich polegać.

    • Grunt to zdroworozsądkowe podejście. Również żywię obawy względem w pełni autonomicznych samochodów i ich „kooperacji” z tradycyjnym ruchem ulicznym. Choć jest to również w pewien sposób intrygujące, w jaki sposób inżynierowie poradzą sobie z tym zagadnieniem :)

  • Mikrożycie (www.mikrozycie.pl)

    Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem – moje prawo jazdy leży zakurzone od dawien dawna ale kurczę, Ty tak fajnie o tym wszystkim piszesz, że naprawdę się wciągnęłam. :) Swoją drogą nawet dla mnie elektroniczny hamulec ręczny brzmi absurdalnie.

  • Kasia Troszok

    Co prawda na samochodach kompletnie się nie znam, ale za to bardzo lubię je prowadzić :) Na co dzień mam dostęp do dwóch modeli, pierwszy to 4 letnie suzuki, a drugie model jest znacznie starszy. Oba mają bardzo podobne rozmiary, tyle, że starszy nie ma wspomagania kierownicy i na tym przykładzie widzę jak wspomaganie jest przydatne, choćby tylko na ciasnych parkingach. Autem bez wspomagania nie zmieszczę się na połowie parkingów w moim mieście, a jak już gdzieś zaparkuję to ciężko wyjechać, jak ktoś kto myśli, że wszystkie auta są super nowoczesne zaparkuje prawie na zderzaku. Za to z autem z wspomaganiem nie mam takich problemów.
    Za to w pełni zgodzę się z Tobą co do elektrycznego hamulca ręcznego, czy automatycznych wycieraczek.
    pozdrawiam