Nocna jazda bez celu

Jeżeli samochód traktujesz jedynie jako narzędzie służące do transportu z miejsca na miejsce, spokojnie możesz sobie darować czytanie poniższego wpisu. Jego treść skierowana jest bowiem tylko dla totalnie uzależnionych maniaków. Jeździłeś kiedyś nocą bez celu? Tak? To serdecznie zapraszam, mój przyjacielu. Mamy razem wiele wspólnego…

Wpis przeczytasz w ok. 2,5 minuty.

Dziwny ze mnie człek. Na stacji benzynowej wącham z upodobaniem woń unoszącej się w powietrzu bajury. Słysząc głośny wydech rozglądam z zainteresowaniem dookoła siebie w poszukiwaniu jego źródła. Potrafię w przypływie adrenaliny wbić brutalnie przełożenie i przeciągnąć motor do samiuśkiej „odciny”, po czym przeprosić autko za swoje niecne czyny i kontynuować w ramach rewanżu kierowanie tempem emeryta z niedowładem.

Nazywam się Maciek, a jednym z moich nałogów jest nocna jazda bez celu.

Czasem wymówka to chęć umycia wozu, odbiór przesyłki z paczkomatu czy nawet zakup głupiego mleka do musli w nocnym, byleby tylko wyskoczyć na 20 minut i „przy okazji” przepalić DPFa. Minuty zamieniają się wtedy w godziny. Nie mam jeszcze swojej ulubionej trasy. Wciąż szukam tej idealnej, jakby zbudowanej specjalnie dla mnie. Początek rytuału to obczajka popularnych miejscówek, sprawdzenie, „co na dzielni”. Potem obieram kierunek zupełnie pustych, podmiejskich zakrętów. Serpentyny z dynamiczną muzyką w tle zaspokajają mój wrodzony apetyt na masaż pleców i solidne przeciążenia boczne, natomiast powolna jazda ulicami miasta klimatycznie oświetlonymi blaskiem latarni odpręża i pomaga uporządkować myśli.

droga nocą, idealna do jazdy bez celu

Tak, jazda nocą pomaga myśleć. Brak ruchu na drodze potęguje dodatkowo uczucie pewnego rodzaju wolności. Spokój dookoła, możliwość jazdy przed siebie, zupełnie bez żadnego punktu docelowego. Tylko ja i samochód. Pełna interakcja z maszyną. Za dnia zbyt wiele dookoła innych kierowców. Korki, wiecznie czerwone światła, masakra jakaś. Po zmroku mogę dojechać wszędzie wolniej, a jednocześnie szybciej. Sam dyktuję sobie tempo podróży w zależności od nastroju.

Miasto nocą z perspektywy wnętrza wozu wygląda naprawdę uroczo. Światła tańczące na masce, przyjemne poczucie samotności i ulubiona muzyka w głośnikach. Ooo taaak! Muzyka do nocnej jazdy bez celu jest rzeczą obowiązkową. Czasem stawiam na house spod konsolety Kavinskiego, innym razem nastrój wymaga czegoś spokojniejszego, jak In The Air Tonight Philla Collinsa, jeszcze kiedy indziej wystarczy jedna z lokalnych stacji radiowych.

Nocna jazda bez celu sprawia przyjemność tylko wtedy, gdy jestem wypoczęty i „głodny” jeżdżenia. Po kilku godzinach spędzonych w pracy za kółkiem wolę zazwyczaj odprężyć się w domowym zaciszu. Mój narkotykowy głód jest wtedy więcej jak zaspokojony. Gdy jednak nie mam chwilowo auta, bywa ciężko. Wytrzymam dzień bez kierownicy w rękach, choć każdy kolejny to narastająca męczarnia. Po dłuższej przerwie nawet przejażdżka malutkim, 3-cylindrowym Aygo sprawia tonę frajdy.

Często spotykam się z innymi podobnymi do mnie narkomanami. Tworzymy niewielką paczkę, która tradycyjnie już wałęsa się wspólnie jednym wozem po mieście. Wnętrze pojazdu robi niejako za mobilne miejsce spotkań i wspólnych konwersacji o sprawach wszelakich. Ilość spalonej benzyny zawsze ma w nocnej jeździe marginalne znaczenie, wszak na używkę ćpun jest w stanie wydać ostatnie pieniądze…

Jest jeszcze to wypatrywanie innych jeżdżących po mieście narkomanów. Łomża to naprawdę niewielka mieścina, toteż większość nałogowców i ich używki kojarzy się z widzenia. Choć większość ćpunów śmiga zdezelowanymi Golfami i skatowanymi E36, to mimo wszystko czuję do nich jakąś taką wewnętrzną sympatię, bo wiem, że są równie pozytywnie zakręceni co ja.

Tak wygląda moja codzienność. Stała pogoń za nowymi doświadczeniami motoryzacyjnymi. Blog jest jedną z pochodnych tego uzależnienia. Też masz podobnie jak ja? Daj znać w komentarzu, chętnie poczytam o Twojej zajawce, ulubionej trasie czy dobrym kawałku do samochodu.

Dziena za przeczytanie, ćpunie!

ZOBACZ TEŻ: MOJA MUZYKA DO NOCNEJ JAZDY BEZ CELU

  • Kuba

    Bardzo pozytywnie, że ktoś zaczął o tym pisać. Wsiąść do auta nocą i jechać „nieważne gdzie” to najlepszy rodzaj narkotyku, Bezpieczny haj ;) No i oczywiście muzyka… Cieszę się, że grono osób uzależnionych od tego samego narkotyku okazuje się być całkiem pokaźne..
    Krótko o mnie – szczęśliwy facet, tata, nocny jeździec który odnalazł swoją pasję za kółkiem. Planuje być kierowcą zawodowym na trasy międzynarodowe, a do tego czasu licencja taxi, praca za kółkiem żeby bardziej wejść w klimat pracy w zawodzie. Kocham to robić, do tej pory nic nie dawało mi takiego spełnienia, pasji i poczucia wartości. Każdemu życzę odnalezienia tej pasji, która będzie jednocześnie pasją jak i „chlebem powszednim”…
    Co do muzyki, zależy od klimatu, drogi, samopoczucia.. Natomiast uważam, że nie należy się ograniczać. Od bluesa, poprzez rocka do rapu, trapu, nawet hardstyle.. Wszystko zależy od stanu ducha :)
    Pozdrawiam !

    • Ano, moim zdaniem dojrzałość muzyczna to właśnie taka pełna otwartość na każdy rodzaj muzyki. A łączenie pracy z pasją jest marzeniem każdego człowieka. Świetnie, że starasz się iść właśnie w tym kierunku :)
      Serdeczne dzięki za komentarz!

  • Jastrzębski Bartłomiej

    Pozdrowienia z Włocławka od nocnych włóczęgów :)

  • Maciek Burta

    Pozdrawiam z Zambrowa. :D Fajnie się czyta i prawda w stu procentach to co napisałeś. :)

  • Patryk Sokół

    Oooo tak, jakbym widział w tym siebie. Uwielbiam jeździć nocą, albo późnym wieczorem. Pojechać sobie nad jezioro czy jakieś klimatyczne miejsce, kiedy niebo rozpieszcza czystością i gwiazdami. To jest sposób na rozładowanie emocji, wyluzowanie i pozbieranie myśli. Nic lepszego nie ma. Pomimo faktu że pracuje jako kierowca, potrafię 8/10h spędzić w aucie, po czym wrócić do domu wypić kawę poczekać na zmrok i znowu wskoczyć w samochód żeby się powozić :)

  • Marcin Wiśniewski

    A myślałem że mam nie równo pod sufitem :-) Jak mam jakieś problemy i mam parę spraw do przemyślenia dobra muzyka pełny zbiornik i samochód jest moją „oazą spokoju”. Jest 00:00 i po przeczytaniu tego tekstu jadę pokrążyć trochę :-)

  • Wojciech Rak

    Też mam nierówno pod kopułką na tym punkcie. Takich jak my jest więcej, niż się wydaje.
    Bardzo fajnie i trafnie napisany tekst. :)
    Ogólnie to Kavinsky robi bardziej synthwave/outrun, ale to szczegół – zajebiście się go słucha podczas nocnych jazd bez celu.
    Z muzyki tego typu mogę wszystkim gorąco polecić całe New Retro Wave (synthwave, vaporwave, outrun…), wykonawcy tacy jak: Lazerhawk, Miami Nights 1984, Trevor Something, Carpenter Brut, LIFELIKE… Tego jest masa, zbyt dużo pisania. Polecam odwiedzić kanał „New Retro Wave” na YouTube – same perełki tego gatunku. Muzyka lat 80′ w nowym wydaniu. Do jazdy „na emeryta” i „do odciny”.
    Fajnie też się słucha Eurobeatu, ale to pasuje tylko do drugiego, wyżej przeze mnie wymienionego stylu jazdy i do latania bokiem (Initial D się kłania). :D
    A teraz idę się zebrać i podłubać trochę przy moim aucie. Pozdrawiam ze Stalowej Woli! :)

    • Ooo, będzie zatem nowa muzyka do przesłuchania za kółkiem. Dzięki za propozycje! :)

    • Marcin Wiśniewski

      Ja bardziej preferuje kawałki rockowe albo jakiś secik Trance. ale propzycia ciekawa

  • Kacper

    Zgadzalem się z artykułem w 100% nie
    ma nic lepszego jak wybrać się na
    przejażdżkę po mieście zahaczając o myjnię. Suwałki pozdrawiają! ☺