Objechałem Mazury poliftowym Nissanem Qashqai

Miło wspominam poprzednią generację Nissana Qashqai. Był to solidnie zbudowany kompaktowy crossover, któremu nie straszne były zdecydowanie poważniejsze przeszkody aniżeli miejskie krawężniki. Obecną generacją pojeździłem już mniej, dlatego krótki urlop okazał się niezłym pretekstem do głębszego poznania odświeżonego stylistycznie bestsellera Nissana.

Felieton przeczytasz w ok. 3 minuty

Możesz rzucać mi w komentarzach argumentami na lewo i prawo, ale odmłodzony Qashqai wygląda naprawdę dobrze. To jeden z tych liftingów, które znacząco polepszyły aparycję pojazdu. Zauważając go na ulicy po raz pierwszy byłem niemal przekonany, że widzę X-Traila.

Kilka fotek cykniętych wespół ze świeżutkim BMW X2 nie powstało przypadkowo – ich długość i szerokość różnią ledwie 2 centymetry. Wyraźnie wyższy Qashqai oferuje więcej miejsca nad głowami pasażerów mimo opcjonalnego okna dachowego. Największe wrażenie poliftowego Nissana robią pełne reflektory LED z dynamicznym doświetlaniem zakrętów. Sporo zadziało się względem przedniego zderzaka, dużo mniej natomiast z tyłu pojazdu, aczkolwiek całokształt zmian nadał autu swoisty powiew świeżości.

Zapakowanie rodziny w Nissana Qashqai to sama przyjemność. Brakować miejsca może jedynie w bagażniku, ale dopóki nie lokujemy tam najmniej nam przychylnych członków rodziny, podróż ma wszelkie przesłanki do okazania się komfortową. Przypadła mi do gustu podwójna podłoga strefy bagażowej z licznymi możliwościami jej konfiguracji. Manewrowanie długim na 4,38 metra crossoverem ułatwiać powinien zestaw kamer obejmujący zasięgiem pełne 360 stopni wokół pojazdu. Ich jakość to jednakowoż jakieś totalne nieporozumienie, bowiem tak kiepskiego obrazu nie pamiętam od czasów zajawki pierwszymi aparatami w komórkach. Plusik natomiast za pokaźnej wielkości lusterka.

Reflektor w technologii LED Nissana Qashqai 2019

Do napędu japońskiego crossovera posłużyła w tym wypadku wysokoprężna jednostka 1.5dci o mocy 110 koni mechanicznych. Rzec o niej, że nieszczególnie żwawa, to komplement. Braki w mocy najbardziej zaczynają doskwierać w trakcie pozamiejskich wojaży. Tak, jeżeli załadujemy Nissana kilkoma pasażerami, wyprzedzanie zamienia się w swoistą grę w szachy. Nie jest może tragicznie, lecz jednostce napędowej brakuje wigoru i należy kolejne manewry planować z odpowiednim wyprzedzeniem. Częściowo taki stan rzeczy wynika z długich przełożeń 6-stopniowej skrzyni biegów, po części także z liniowej pracy motoru, bez niepotrzebnych eksplozji momentu obrotowego czy wielce słabego końca obrotomierza. To nie 1.9TDI bądź fordowskie TDCi, na których turbodziurę trzeba było przygotowywać się srogo zaciskając ręce na kierownicy ;)

Pełną specyfikację (m.in. technikalia, wymiary) znajdziesz tutaj – klik!

Przednia część Nissana Qashqai 2019

Skrzynia pracuje z dyskusyjną precyzją, co sugeruje konotacje z felerną konstrukcją siedzącą w poprzedniej generacji tego modelu. Jedynym samochodzie w którym udało mi się swego czasu omyłkowo wrzucić bieg drugi zamiast czwartego. Cytując słynną parę z serii Auta bez ściemy, „biegi wchodzą niczym bagietka w Camembert”. Podobnie z zawieszeniem, zdecydowanie stawiającym komfort ponad właściwości jezdne. Me narzekania tracą na znaczeniu w obliczu imponujących wyników spalania. Podczas spokojnej jazdy krajówką bez problemu zszedłem poniżej 5 litrów na setkę. Przy 4 osobach na pokładzie to nader zadowalający wynik, a dzięki 55-litrowemu zbiornikowi przekroczenie 1000 kilometrów na jednym tankowaniu nie stanowi żadnego problemu.

Wnętrze Nissana Qashqai 2019
Źródło: suvauthority.com

Do licznych szmerów-bajerów Japończyka polepszających wygodę podróżnych należy m.in. rozświetlające wnętrze okno dachowe pokaźnych rozmiarów, które jednakże pogarsza doznania akustyczne w szczególności przy wyższych prędkościach. Przyjemnym zaskoczeniem okazało się miękkie obicie tunelu środkowego w okolicach skrzyni biegów, a więc dokładnie tam, gdzie w tym przypadku komfortowo spoczywa kolano prawej nogi kierowcy. Gdzieniegdzie da się zauważyć azjatyckie naleciałości m.in. w doborze staromodnie wyglądających przełączników czy przestarzałym systemie multimedialnym. Z drugiej strony design kierownicy jest nowoczesny i ergonomiczny, zegary czytelne, a deska rozdzielcza pokryta u góry miękkimi tworzywami. W boczkach drzwi przednich mieszczą się duże butelki z wodą, natomiast wnętrze wypełniono różnistymi schowkami i zakamarkami.

Nissana da się lubić, a jego punktowe niedoskonałości odłożyć na dalszy plan przez wzgląd na całkiem przestronne wnętrze, oszczędną naturę i atrakcyjny wygląd. Za 99 950 zł (cena prezentowanej wersji wyposażenia Tekna) oferuje ponadprzeciętny komfort podróżowania. Z dieslem to jednakowoż propozycja tylko dla stoickich kierowców.

Zobacz także:
2018 Seat Arona vs. Hyundai Kona vs. Ford EcoSport
Norwegów sposób na motoryzację
Ergonomiczne bolączki współczesnych aut