Paryska walka ze smogiem

Byłoby super mieć w garażu klasyczne, ponadczasowe auto tylko do okazjonalnych przejażdżek, prawda? Na przykład takiego Volkswagena Garbusa, prawdziwą ikonę motoryzacji. Pojazd, który zmotoryzował pół świata! Wóz taki mógłby stanowić świetną odskocznię od nowoczesnych, pełnych elektroniki samochodów. Co jednak w momencie, gdyby odgórnie zabroniono Ci korzystania z takiego auta?

Artykuł przeczytasz w ok. 2,5 minuty.

Paryżanie od niedawna nie mają lekko, władze stolicy wprowadziły bowiem całkowity zakaz poruszania się po terenie miasta samochodom osobowym zarejestrowanym przed 1997 rokiem. Wszystko oczywiście w związku ze stale rosnącym zanieczyszczeniem powietrza aglomeracji. Z początku prawo dotyczyć miało także klasycznych, zabytkowych modeli takich jak np. powyższy, kultowy Volkswagen Garbus. Zawalone wieloma skargami władze poszły jednak po rozum do głowy – autek z lat 50., 60. czy 70. nie zostało wszak już tak dużo i ich wpływ na kondycję paryskiego powietrza jest obecnie raczej znikomy, stąd wozy powyżej 25 roku mogą dalej swobodnie poruszać się po stolicy Francji.

Faktem jest, że pojazdy spalinowe odgrywają znaczącą rolę w ilości wydalanych do atmosfery szkodliwych substancji. W całej Francji jeździ ponad 31 milionów samochodów osobowych, z czego 41% stanowią auta w wieku powyżej 10 lat, w największym stopniu odpowiedzialne za trucie środowiska przez osobówki. Dokładniej rzecz ujmując, obostrzenia dotyczą więc wozów zarejestrowanych przed 1. stycznia i dostawczaków sprzed 1. października 1997 roku, ale także motocykli oraz ciężarówek i autobusów sprzed odpowiednio czerwca 1999 i października 2001 – łącznie jakieś 500-800 tys. pojazdów.

Całe szczęście, że przepis nie działa przez całą dobę. Zakaz obowiązuje jedynie podczas dnia, a więc w godzinach 8-20 od poniedziałku do piątku, ciężarówek dotyczy natomiast 7 dni w tygodniu. Mandat za umyślne niezastosowanie się do obostrzenia wynosi co prawda tylko 35 euro, ale problem leży zupełnie w innym miejscu. Francuskie stowarzyszenie „40 milionów automobilistów” wkurzyło się tak bardzo, że postanowili pozwać władze Paryża do sądu. Poprzez pochopnie wprowadzone w życie przepisy rynek aut używanych został dosłownie zalany falą tanich, zużytych pojazdów, których wartość uległa z automatu sporej obniżce, bo kupców nie widać. Już wyobrażam sobie te litewskie i polskie lawety śmigające w tę i nazad, pełne taniego, paryskiego złomu. Może jakimś wyjściem dla Francuzów będzie zamiana kilkunastoletniego auta na starsze, już „zabytkowe”, a kopcące jeszcze bardziej? Niezły kabaret!

paryz-wieza-eiffela-smog

Wydaje mi się zatem, że paryskie przepisy to niejako pójście na „łatwiznę”. Problem smogu jest oczywisty i powinność dbania o atmosferę nie podlega większej dyskusji, warto by podumać jednak nad innymi wariantami jego rozwiązania. Londyn na ten przykład pobiera opłaty od każdego auta wjeżdżającego do centrum. Berlin także został podzielony na strefy, po których poruszać się mogą tylko określone pojazdy. Zamiast całkowitego zakazu wjeżdżania starszych aut do miasta należałoby położyć większy nacisk na rozwijanie infrastruktury komunikacji publicznej. Najbardziej nowe przepisy  pokrzywdziły bowiem małych przedsiębiorców i rzeszę pracowników niższego szczebla dojeżdżających codziennie do Paryża z okolicznych miejscowości, którzy mogą nie mieć innego sposobu na dotarcie do pracy. Potrzebna jest zmiana mentalności społeczeństwa, gdyż stopniowa rezygnacja z samochodu na rzecz dojeżdżania do pracy komunikacją publiczną może przynieść wymierne korzyści w aglomeracjach takich jak Paryż.

Inna możliwość leży w promocji samochodów hybrydowych bądź w pełni elektrycznych. Choć ich aspekt ekologiczny wcale nie wydaje się tak oczywisty, jakim kreują go producenci, to wiele wskazuje na to, że mogą być przyszłością motoryzacji. Jedno jest pewne – z podobnymi problemami już teraz borykają się również polskie miasta. Oby nasi rządzący, zamiast od razu zakazywać, podumali najpierw nad sensownymi alternatywami dla zmotoryzowanych.

  • U nas z tego co kojarzę też przyjęto ustawę antysmogową. Biorąc pod uwagę, że coraz nowsze badania pokazują, jak niska emisja odbija się na naszym zdrowiu, to chyba dobrze, że chcą ograniczać miejski ruch samochodowy. Dobrze by było gdyby wszyscy do pracy dojeżdżali komunikacją miejską, a idealnie gdyby przesiedli się na rowery. Niestety, to utopia. Ludzie nie mają jeszcze zbyt dużej świadomości o oddziaływaniu niskiej emisji zarówno na środowisko jak i na ich zdrowie. Uważam, że – oprócz rozwoju komunikacji publicznej, który proponujesz – potrzebna jest też edukacja ekologiczna.

    • Codziennie 13 kilometrów rowerem do pracy byłoby ciężko (w moim przypadku), ale nacisk na komunikację publiczną i uświadamianie społeczeństwa to ważne sprawy :)