Zdanie egzaminu na prawo jazdy wyznacznikiem drogowych umiejętności?

Pierwsze miesiące po zdobyciu prawka. Ile ja na drodze głupot wtedy odwalałem! Jazda z ziomkami w bagażniku? Była! Pierwsza obcierka? Nieunikniona. Wyścigi po mieście? Wiadomo. Pierwsza zima to oczywiście tarmoszenie ręcznego na oblodzonym parkingu osiedlowym. Zabawy było przy tym co nie miara!

Wpis przeczytasz w ok. 3 minuty.

Wyczucia sprzęgła uczyłem się nie na jednym, a kilku autach, swojego bowiem nie miałem i codziennie byłem zmuszony brać samochód ojca, matki czy dziadka, by gdziekolwiek pojechać. Z perspektywy czasu mam wrażenie, że mogło wpłynąć to pozytywnie na moją jazdę. Gabarytowo każde z autek było inne, rocznikowo także, wobec czego szybko musiałem mimowolnie załapać sporo dobrych nawyków jak odpowiednie ustawianie fotela i lusterek czy wyczucie wymiarów prowadzonego wozu.

Podczas tych pierwszych kilku miesięcy przydarzyły mi się również dwie wyjątkowo niebezpieczne sytuacje, w których cudem uniknąłem skasowania tatusiowego auta. Zadziałały na mnie niczym kubeł zimnej wody. Całe szczęście, że chyba wyciągnąłem odpowiednie wnioski, dzięki czemu wciąż nie mam na swoim koncie żadnej poważniejszej kolizji.

Pamiętam, jakim wydarzeniem była dla mnie pierwsza większa trasa po Polsce! Podobnie jak początek studiów i pierwsze miesiące poruszania się wszerz i wzdłuż naprawdę dużego i zatłoczonego miasta. Ruch w Warszawie wygląda zgoła odmiennie od takiej np. Łomży. To jeden z wielu aspektów, o których nie dowiedziałem się na kursie przygotowawczym.

Tak naprawdę ten wpis traktować ma o przygotowaniu przyszłych kierowców. Bo niedoświadczone żółtodzioby stanowią na polskich drogach największe zagrożenie. I to zarówno dla siebie, jak i innych uczestników drogi – mnie czy Ciebie. Część nawyków możliwa jest bowiem do przyswojenia jedynie poprzez praktykę. Drugim Kolumbem raczej nie będę pisząc, iż mając na koncie ledwie kilka tysięcy kilometrów początkujący kierowcy widzieli i doświadczyli zdecydowanie za mało, by wyrobić sobie odpowiednie zachowania i maniery godne prawdziwego drogowego dżentelmena.

Co więc uczynić, by młody człowiek miał większe pojęcie o prawdziwych realiach polskiego ruchu drogowego? Prawdziwej dziczy, gdzie oczy należy naprawdę mieć dookoła głowy a liczby widniejące na znakach ograniczających prędkość interpretuje się częściej w milach niż kilometrach?

Trojka mlodych ludzi w samochodze

ZOBACZ TEŻ: AUTONOMICZNE POJAZDY NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI?

Najwięcej sensu wydaje się mieć położenie większego nacisku na edukację jeszcze podczas kursu przygotowawczego. W chwili obecnej papier uprawniający do legalnego upalania kapora Golfem po osiedlowych parkingach dostajesz za wkucie odpowiedzi do pytań teoretycznych, ruszenie z ręcznego pod górkę i krótką przejażdżkę wyuczoną trasą z egzaminatorem na prawym fotelu. Przeciętny Polak nie zna pojęcia utraty przyczepności czy nadsterowności, a poprawna pozycja za kierownicą do dla niego jakaś abstrakcja. Kogo dziwią potem doniesienia o tragicznym powrocie młodych z dyskoteki albo owiniętym wokół drzewa BMW E36?

Dlatego podziwiam szkołę skandynawską, traktowaną obecnie jako jeden z najlepszych systemów szkolenia przyszłych kierowców. Prócz nauki poprawnego zachowania za kierownicą i znajomości przepisów ruchu drogowego zwracają oni dużo uwagi na wpojenie zasad pierwszej pomocy czy kontroli nad samochodem w trudnych warunkach.

My uczymy jedynie co robić, by na drogach było bezpiecznie. Skandynawowie w odróżnieniu od nas pokazują młodym kierowcom, jak radzić sobie w sytuacji, gdy przysłowiowe gówno za moment wpadnie w wiatrak i sytuacja na drodze zrobi się naprawdę niebezpieczna. Otrzymanie prawa jazdy poprzedzone jest tam wieloma godzinami spędzonymi w specjalistycznych ośrodkach szkolenia. Doświadczenie na własnej skórze i w bezpiecznych warunkach utraty kontroli nad pojazdem pozwala poszerzyć horyzonty myślowe kierowcy i wyrobić nawyki tak bardzo potrzebne w kryzysowych sytuacjach.

Nie jest też tak, że nie robimy w tej całej sprawie zupełnie nic. Od przyszłego roku ma wejść w życie nowelizacja ustawy względem świeżo upieczonych kierowców. Zastanawia mnie, jaki paraliż czeka taką np. Warszawę w momencie, gdy faktycznie w życie wejdą wszystkie obostrzenia związane z nowymi przepisami. Przez pierwsze 8 miesięcy kierowca nie będzie mógł bowiem przekraczać w zabudowanym pięćdziesiątki. A jak wszyscy dobrze wiemy, ze świecą szukać w wielu miastach Polski aut jadących zgodnie z obowiązującymi limitami. Wiele rzeczy irytuje mnie w codziennym poruszaniu się po stolicy, a chyba najbardziej podnoszące ciśnienie są właśnie wszechobecne korki. Nie oznacza to jednak, że jestem przeciwny tej zmianie. Wszystkim wyjdzie ona na dobre.

Obawiam się także realizacji innego z założeń nowelizacji. Podczas tzw. „okresu próbnego” kierowcy mają mieć obowiązek przejścia szkolenia praktycznego w jednym ze specjalistycznych ośrodków doskonalenia techniki jazdy. Ma być niemalże jak w Skandynawii – śmiganie po płycie poślizgowej czy nauka hamowania awaryjnego z wykorzystaniem systemu ABS. Problem w tym, że istnieją województwa, gdzie takowych ośrodków specjalistycznych zwyczajnie nie ma. Może to stanowić poważny problem, w szczególności przez pierwsze lata od wejścia przepisów w życie. Potem popyt zrobi swoje i stosowne obiekty umożliwiające odbycie szkolenia z pewnością się pojawią.

Nowe przepisy miały obowiązywać już od początku tego roku ale coś nie wyszło i planowane uruchomienie zmodernizowanej Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców przełożono na początek anno domini 2017. Ostatnie doniesienia sugerują jednak że i ta data jest mocno niepewna, toteż póki co młodzież z aspiracjami na przyszłych kierowców może spać spokojnie. Dalej zdobyć upragniony plastik będzie łatwo, lekko, przyjemnie i paradoksalnie – bardziej niebezpiecznie.