SEAT Leon FR 2.0 TDI – kompakt z temperamentem

Segment C nieustannie odświeżany jest o nowe odsłony dobrze znanych nam modeli. Najnowsza generacja Leona zadebiutowała na polskim rynku już blisko 4 lata temu, lecz ani myśli odchodzić w cień swego następcy bądź młodszej konkurencji. Pod lupę wziąłem wersję FR z silnikiem 2.0 TDI badając unikatowe walory tego hiszpańskiego kompakta.

Test przeczytasz w ok. 6 minut.

Na początek – odrobina historii. Onegdaj oznaczenie FR wyróżniało te bardziej sportowe odmiany modeli SEAT-a. Nomenklatura uległa jednak zmianie, dlatego obecnie po charakterystycznych dwóch literkach na grillu możemy spodziewać się głównie atrakcji wizualnych. Tych w Leonie jest całkiem sporo, gdyż w odniesieniu do gołego egzemplarza wersję FR wyróżniają m.in. bardziej zadziorne zderzaki, nakładki progowe z aluminium, chromowane końcówki wydechu, duże felgi i przyciemnione szyby. Jest sportowo, jest groźnie, ale czy w parze z wulgarną aparycją idą również typowo wyczynowe osiągi?

Seat-Leon-Tyl

O tym za chwilę, pozwól najpierw poględzić jeszcze nieco o wyglądzie tego ciacha! Poprzednia generacja totalnie mi nie podeszła. Ta obła sylwetka upodabnia drugiego Leona w moich oczach do jakiegoś minivana. Pierwsza odsłona już bardziej trafia w moje gusta, choć i w niej tyłek wydaje się taki nieco spłaszczony, jakby projektanci przywalili solidnie na wstecznym w betonową ścianę i stwierdzili – „Let’s keep it that way!”. Pupa nowego Leona nabrała, na całe szczęście, całkiem przyzwoite kształty. Moim zdaniem jest ona, szczególnie w odniesieniu do Aurisa czy Focusa, stosunkowo gładka i szczupła, całkiem adekwatnie do pośladków niejakiej Emily Ratajkowski. Z przodu również nie ma żadnych powodów do narzekań. Dobre wrażenie robią tu seryjne dla wersji wyposażenia FR reflektory LEDowe. Za dnia przyjemnie uwydatniają dynamicznie zarysowanych pyszczek Leona, w nocy zapewniając natomiast solidne, równomierne oświetlenie drogi. Implementacja tego typu świateł w niewielkim kompakcie to moim zdaniem świetny ruch ze strony SEAT-a. Prócz oczywistych walorów użytkowych auto dzięki temu naprawdę wyróżnia się z tłumu i mimowolnie przykuwa spojrzenia innych uczestników ruchu – potwierdzone info! Na zainteresowanie osób postronnych sunącym po drodze Leonem niebagatelny wpływ mają również opcjonalne, piękne obręcze 18-calowe Performance oraz obniżone o 20 milimetrów zawieszenie.

Seat-Leon-przod

Wszyscy zaznajomieni z obecnymi autami grupy Volkswagena poczują się w Leonie przytulnie niczym w domu. Ja z wnętrzem tego konkretnego modelu jestem wyjątkowo dobrze zapoznany, często służy on bowiem mi i paczce znajomków do okazjonalnego wałęsania się po mieście. Ten swoisty „crawling” jest dla nas pewnego rodzaju rytuałem, sposobem na spędzanie wolnego wieczoru. Nazywamy go nocną jazdą bez celu.

Seat-Leon-wnetrze

Zgodnie z etyką niemieckiej firmy, pomimo charakterystycznego stylu wnętrza SEAT-a większość przełączników i guzików znajduje się w prawidłowych dla koncernu miejscach – ergonomia przede wszystkim. Szeroka regulacja kolumny kierownicy i foteli umożliwia zajęcie względnie wygodnej pozycji. Napisałem „względnie”, gdyż przy maksymalnym obniżeniu siedziska usadowienie się wciąż jest, nawet dla mnie, odrobinę za wysokie, szczególnie zważając na nieco sportowe aspiracje wozu. Jakość materiałów? Naprawdę dobra – mimo 40 tysięcy kilometrów przebiegu testowanego egzemplarza trudno dopatrzeć się w środku jakichkolwiek oznak zużycia. „Hybrydowe”, półskórzane obicie foteli prezentuje się świetnie i nie meczą w słoneczne dni. Ogólny design kokpitu naprawdę przypadł mi do gustu – kierownica została wzbogacona o miłą dla oka wstawkę akcentującą wersję wyposażenia FR, a detale takie jak ekstrawagancko zaprojektowane zegary, drapieżnie zarysowane lusterka, czerwone przeszycia czy deska rozdzielcza skierowana w stronę kierowcy stale przypominają, że siedzi się w Seacie. Nawet podświetlenie wnętrza potrafi zmienić swą kolorystykę w zależności od wybranego trybu jazdy!

Są jednakże w Leonie też rzeczy, które zwyczajnie mi nie leżą. Tylna kanapa jest na dłuższą metę nieco za twarda, choć nie mam zastrzeżeń co do jej wyprofilowania. Plusik za niezłą jakość i funkcjonalność kolorowego, 3,5 calowego wyświetlacza między zegarami, in minus natomiast rozdzielczość większego, dotykowego ekranu znajdującego się na konsoli centralnej. Jego niewielką stosunkowo przekątną 5,8 cala idzie jeszcze przeboleć (dostępna jest bowiem większa alternatywa w postaci 6,5’), małą ilość pikseli już niekoniecznie. To jedno z niewielu miejsc, w których wychodzi na wierzch kilkuletni staż rynkowy Leona – ogólnie bowiem samochód wciąż wygląda świeżo i zupełnie nie ma się czego wstydzić w gronie często młodszych rywali.

Seat-Leon-w-ruchu

Po tak groźnej i wyzywającej sylwetce prezentowanego auta można byłoby oczekiwać czegoś więcej aniżeli jedynie 150 koni mechanicznych generowanych przez dwulitrowe TDI. Ale bez obaw – dzięki sporawemu momentowi wynoszącemu 340 Nm Leon naprawdę chętnie zbiera się nawet przy wyższych prędkościach i oferuje zupełnie zadowalające podczas codziennego użytkowania osiągi, sprintując do 100 km/h w dobre 8,4 sekundy. Byłem pod dużym wrażeniem zrywności i wigoru tego silnika. Mam wrażenie, że fabryka dała mu w prezencie dobre kilkanaście koni mechanicznych, jest bowiem aż nadto dynamiczny. Świetnie w tandemie z testowanym dieslem sprawuje się na ekspresówkach adaptacyjny tempomat, umożliwiający utrzymywanie szybkości poprzedzającego nas pojazdu do prędkości 160 km/h. Co ciekawe, zmiana przełożenia nie powoduje dezaktywacji systemu (przypominam – testowałem manuala!), aczkolwiek od razu odniosłem wrażenie iż dużo przyjemniej podróżowałoby się w ten sposób mając do dyspozycji automatyczną skrzynię biegów DSG. I wyciszenie mogłoby być odrobinę lepsze, choć z drugiej strony to nie typowy pożeracz autostrad  :)

Seat-Leon-znaczek-FR

Omawiany motor cechuje się naprawdę niskim zapotrzebowaniem na paliwo. Podczas testowej, ponad 300-kilometrowej wycieczki łączącej tempo dróg krajowych i ekspresowych zadowolił się raptem okrągłymi 6l/100km, w mieście potrzebując zazwyczaj tylko litr więcej. W Leonie 3. generacji prócz jeszcze oszczędniejszego 1.6 TDI dostępna jest także cała gama motorów benzynowych – począwszy od maleńkiego 1.0 EcoTSI kończąc na 2.0 TSI o mocy 290 koni mechanicznych, dostępnym jedynie w najmocniejszej, sportowej odmianie Cupra.

Ale SEAT i w silniku Diesla potrafi przywołać szczerego banana na twarzy kierowcy. Odczuwalnie utwardzone w wersji FR zawieszenie, precyzyjny układ kierowniczy, całkiem poprawna pozycja za kierownicą i świetnie działająca skrzynia manualna pozytywnie wpływają na odczucia płynące podczas prowadzenia. Wóz zachowuje stabilność nawet przy ostrych manewrach, jest przewidywalny i bardzo dobrze klei się drogi. Co prawda czuć na tyłku obecność 18-calowych obręczy, ale mimo to Leon nie ma problemu z akceptowalnym dla pupy wybieraniem większości nierówności, choć na mój gust wydaje się w dłuższym użytkowaniu nieco za twardy.

Seat-Leon-reflektor

Ja wiem, że gentlemani o pieniądzach nie rozmawiają, ale w przypadku samochodów (i w sumie wielu innych rzeczy) forsa jest niemal zawsze decydującym czynnikiem zakupowym. Bazowego, 5-drzwiowego Leona w 1.2 TSI 86KM możemy nabyć więc już w kwocie 56 tysięcy, choć oferowana w tej cenie wersja wyposażenia „Entry” jest tak biedna, iż nie posiada nawet klimatyzacji. Centralny zamek oraz elektrycznie sterowane lusterka i szyby przednie to wszystko, na co możemy liczyć w Leonie za te pieniądze – raczej odradzałbym, szczególnie przez fakt, iż możliwości doposażenia powyższej konfiguracji są mocno ograniczone. Testowana wersja FR oferuje natomiast w standardzie m.in. tempomat, światła LED, sportowe fotele, kolorowy ekran dotykowy czy aluminiowe felgi, choć w tandemie z dwulitrowym dieslem kosztuje sporo więcej, bo około 96 tysięcy złotych. Doposażenie wozu w obecne w prezentowanym przeze mnie egzemplarzu dodatki (nawigacja, podgrzewanie foteli, systemy wspomagające kierowcę) wywinduje cenę kompaktowego SEAT-a do poziomu prawie 110 tysięcy.

Sporo, powiesz. I Ci przytaknę!

Za tę pieniążki można by wszak przebierać we wszelkiej maści crossoverach czy nawet autach z segmentu D. Taka na ten przykład Kia Optima z dieslem pod maską i dobrym wyposażeniem (podgrzewanymi fotelami skórzanymi, ksenonami i kilkoma systemami wspomagającymi kierowcę) również kosztuje nieco ponad 100 tysięcy. I nie przebaczyłbym sobie przywołania tutaj także całkowicie topowej odmiany Leona – wersji Cupra, której ceny zaczynają się już od 125 patyków.

Z drugiej jednak strony za około 100 tysięcy dostajemy naprawdę kompletnego kompakta z zadziornym, charakternym wyglądem i solidną, sprawdzoną technologią. Leon jest taką bardziej atrakcyjną wizualnie wersją Golfa, a to już dużej wagi argument przemawiający na jego korzyść. Funkcjonalny, ładny, wygodny, dynamiczny oraz przy tym oszczędny samochód musi wszak swoje kosztować. Choć doznania za kierownicą Leona nie przypominają może tych typowo hot-hatchowych, zarezerwowanych jedynie najmocniejszej odmiany „Cupra”, to wersję FR widzę jako naprawdę godną uwagi propozycję dla młodych, lubiących wyróżnić się z tłumu osób. Ze zdrowym kręgosłupem, inaczej może być trochę twardo ;)

SILNIK R4 16V
Paliwo olej napędowy
Pojemność 1968 cm3
Moc maksymalna 150 KM/ przy 3500 obr./min.
Maks mom. obrotowy 340 Nm/ przy 1750-3000 obr./min.
Prędkość maksymalna 215 km/h
Przyspieszenie 0-100km/h 8,4 sekundy
Skrzynia biegów manualna/ 6 biegów
Napęd przedni (FWD)
Zbiornik paliwa 50 l
Zużycie paliwa (miasto/ trasa/ średnie) 7,0 l/ 6,1 l/ 6,5 l
poziom emisji CO2 115 g/km
Długość 4263 mm
Szerokość 1816 mm
Wysokość 1459 mm
Rozstaw osi 2636 mm
Masa własna 1305 kg
Masa dopuszczalna całkowita 1810 kg
Pojemność bagażnika 380 l
Hamulce przód/ tył tarczowe wentylowane/ tarczowe
Zawieszenie przód McPherson
Zawieszenie tył wielowahaczowe
Opony przód i tył (w testowym modelu) 225/45 R18