Test Drive: Unlimited – najlepszy sandbox samochody ever

Przyglądając się urywkom rozgrywki z nadchodzących wielkimi krokami sandboxów samochodowych pod postacią Forzy Horizon 4 i The Crew 2 ogarnęło mnie przekonanie graniczące z pewnością, że nie są dla mnie. I to pomimo, iż otwarty świat w samochodówkach jest najszlachetniejszym miodem na serca amatorów wirtualnego ścigania.

Felieton przeczytasz w ok. 3 minuty

Chwała współczesnym technologiom, bowiem m.in. dzięki internetowym gameplayom oszczędzam dziesiątki Władysławów Jagiełło na interesujące koncepcyjnie produkcje, które mimo wielkiego potencjału nie są w stanie udźwignąć mych najwidoczniej zbyt wygórowanych oczekiwań. A może niezbyt wygórowanych? Nie czekam na ideał wśród samochodówek z otwartym światem. Ja po prostu cierpliwie wypatruję na horyzoncie tytułu równie świeżego i zaskakująco genialnego co wydane w 2006 roku Test Drive: Unlimited.

Gry idealnej, kompletnej, fenomenalnej, choć zarazem w wielu aspektach tak bardzo uproszczonej i kulejącej. Zacznijmy od wysokich wymagań sprzętowych. Mimo nowego wtedy PeCeta Unlimited śmigało mi ledwo ledwo na średnim poziomie szczegółowości grafiki. 2 lata po premierze! Do rozgrywki online potrzebne było potężnej onegdaj prędkości łącze. Polonizacja wołała o pomstę do nieba równie donośnie co animacje postaci w grze i nieprzewidywalne zachowania uczestników ruchu drogowego. Personalizacja aut niemalże nie istniała, a wyścigi motocyklami traktowałem niczym karę, aniżeli przyjemność, ich model jazdy był bowiem totalnie skopany. Mimo tylu wad, wciąż uważam ją za grę genialną. Dlaczego?

W nowatorski sposób łączyła rozgrywkę single z wieloosobową. Dzięki połączeniu z internetem po całej mapie rozsiani byli prócz komputerowych przeciwników także prawdziwi gracze. Wystarczyło mrugnąć światłami w celu wyzwania każdego z nich do rywalizacji, a gra umożliwiała wytyczenie nitki potencjalnych zmagań spośród 1600 kilometrów wirtualnych dróg pokrywających hawajską wyspę Oahu. To, czym chełpią się współczesne samochodowe sandboxy pokroju Forzy Horizon czy The Crew, Test Drive miał w standardzie już 12 lat temu.

Świetny był również model jazdy samochodami, daniem głównym tej produkcji. Choć TD:U nigdy nie aspirowało do miana symulacji, każde z aut cechowało się odmiennym prowadzeniem. Indywidualnym zestawem cech. Charakterem. Muscle Cars zamiatały tyłkiem z powodu niebagatelnego momentu i wąskich opon. Supersamochody trudność w opanowaniu potężnej mocy wynagradzały kosmicznymi osiągami, a maleństwa pokroju Caterhama zaskakiwały zwinnością podczas wyścigów miejskich. Nawet auta w obrębie jednej grupy potrafiły wyraźnie różnić się sposobem nabierania prędkości, zachowaniem w zakrętach czy drogą hamowania. A wysoki poziom rywalizacji wymuszał doskonalenie techniki jazdy i poszukiwanie najwydajniejszych wozów w swojej klasie.

Twórcom udało się smacznie wpleść osobowość każdego z aut w zręcznościowy, aczkolwiek nie pozbawiony domieszek realizmu model jazdy. Gra stawiała na eksplorację, choć w odmienny do np. Forzy Horizon sposób. Objeżdżanie nieodkrytych dróg obfitowało w nowe wyzwania, salony samochodowe z niedostępnymi wcześniej wozami czy posiadłości umożliwiające przechowywanie gromadzonych pojazdów. Test Drive: Unlimited uniemożliwiało jazdę po bezdrożach, aczkolwiek nawet w 2018 roku trudno narzekać na bogactwo 1600 kilometrów dróg wyspy Oahu pokrytych ruchem ulicznym stanowiącym świetne wyzwanie naprzeciw jak najszybszemu dotarciu do miejsca docelowego. Rozbijanie przypadkowych samochodów wiązało się z policyjnym ogonem, a potencjalnie w dalszej konsekwencji także surowymi konsekwencjami finansowymi. Rozróby były zatem dozwolone tylko dla bardzo szybkich bądź obrzydliwie bogatych graczy. Co więcej, największą popularnością cieszyły się okazjonalne wyzwania relokacji egzotycznych samochodów, w których wysokość końcowej gaży zależała od ostrożności i precyzji jazdy gracza.

To jeden z aspektów, który tak bardzo nie leży mi we współczesnych sandboxach samochodowych. Mimo niebagatelnej zalety w postaci otwartych w stronę gracza bezdroży pojazdy w Forzie Horizon prowadzą się identycznie bez względu na nawierzchnię, a drogi są proste, szerokie niczym amerykańskie autostrady i niemalże pozbawione ruchu ulicznego, przez co pedał hamulca przestaje być potrzebny. Brak tu wyzwania, brak również immersji w wirtualny świat.

Dlatego ilekroć przychodzi mi do głowy, iż może warto byłoby jednak dać szansę kolejnej części sandboxa od Turn10, włączam na Youtube fragment z rozgrywki studząc tym samym swoje wcześniejsze zamiary. Powyższy filmik z nadchodzącej czwartej już części Forzy Horizon jest co prawda niezwykle efektowny wizualnie, lecz mam poczucie spoglądania na miałką rozgrywkę z gumowymi przeciwnikami opakowaną w piękne, szlachetnie wykończone pudełko. Najwidoczniej jednak właśnie to sprzedaje się najlepiej, skoro seria Test Drive: Unlimited ewoluowała w kopię Forzy Horizon pod nową marką „The Crew”, natomiast sandboxy od Turn10 biją kolejne rekordy popularności.

Zobacz także:
O problemie współczesnych gier samochodowych
CSR Racing 2 – mobilne ściganie nigdy nie było tak dobre!
Dlaczego Lexus jest u nas tak mało popularny?