Toyota Avensis – powierzchownie odmłodzona

Premierę obecnej generacji Avensisa pamiętają chyba tylko najstarsi górale. Japoński koncern zamiast nowej, należycie nowoczesnej odsłony zaserwował nam w 2015 roku drugi już lifting swojego szlagierowego przedstawiciela segmentu D. Efektem starań Toyoty stała się korelacja sprawdzonej, solidnej mechaniki z nowoczesną i dynamiczną stylistyką. Czy to recepta na sukces?

Test przeczytasz w ok. 5 minut.

W niedawnym wpisie traktującym o mojej listopadowej wyprawie do tętniącej życiem stolicy Francji obiecałem poświęcić Avensisowi więcej uwagi w ramach oddzielnego, dedykowanego tekstu. Nad odpowiedzią do postawionego w powyższym akapicie pytania zastanawiałem się praktycznie przez całą drogę powrotną. Bo to bardzo niejednoznaczny samochód jest.

Wnętrze 2017 Toyoty Avensis
Przykłady? Ależ proszę! Wnętrze zupełnie nie zdradza, że mamy do czynienia z de facto 8-letnim już samochodem. Przed oczyma kierowcy widnieją nowoczesne zegary i przyjemna w dotyku kierownica wielofunkcyjna, a design nawiewów czy duży ekran na konsoli centralnej naprawdę mogą się podobać.

Szczególnie ten ostatni emanuje we wnętrzu swoimi rozmiarami zupełnie niczym… słusznej wielkości biust Kasi Figury. Kształt konsoli centralnej zdaje się jeszcze bardziej uwydatniać jego kształty. Wnętrze Avensisa jest ponadto przestronne, pomieści rosłe 4 osoby i całkiem sporo bagaży. To praktyczne auto z ładnie zaprojektowaną deską rozdzielczą. Martwi mnie tylko jakość plastików. Kilkuletnie wersje przedliftowe poskrzypują przeraźliwie. Prezentowany egzemplarz z przebiegiem 40 tysięcy nie wykazuje tendencji do chrupania podczas samej jazdy, lecz pod naciskiem palców deska rozdzielcza zaczyna niemiłosiernie trzeszczeć. Pozycja za kierownicą również pozostawia nieco do życzenia. Fotele, choć naprawdę wygodne, wciąż zamontowane są zbyt wysoko, co uniemożliwiło mi obniżenia siedzenia do w pełni zadowalającego poziomu.

Nawigacja w 2017 Toyocie Avensis
No więc jadę sobie tym Avensisem po obczyźnie, rozmyślając o prowadzonym samochodzie i zerkając raz po raz na wbudowaną weń nawigację, co by przypadkiem nie pomylić drogi.

System nawigacji jest całkiem nowoczesny, doprowadzał mnie zawsze tam, gdzie chciałem, określić go mianem w pełni zadowalającego to jednak odrobinę zbyt wiele. W dobie drzemiącego w kieszeni, fantastycznie użytecznego Google Maps przeglądanie mapy na biuście Katarzyny Figury kolorowym telewizorze Avensisa jest prawdziwą katorgą! Procesor, niczym z trudem łapiący oddech astmatyk, wyraźnie nie wyrabia w staraniach przesunięcia widoku klatkując niemożebnie i utrudniając sensowne rozejrzenie się po okolicy.

Jak to jeździ?

Pod prawą stopą miałem do dyspozycji wolnossące 1,8 litra o mocy 147 koni mechanicznych. W połączeniu z typowo komfortowym nastawem zawieszenia gwarantują brak jakichkolwiek sportowych, podwyższających akcję serca doznań. Avensis prowadzi się jednak przewidywalnie i jest dobrze wyciszony. Tylko ta bezstopniowa skrzynia automatyczna… O matko! Zawsze odrobinę za długo zajmuje jej wkręcenie silnika na odpowiednie obroty i rozpoczęcie rozpędzania, aczkolwiek działa odczuwalnie lepiej niż podobne konstrukcje w Corolli czy Aurisie. Zasadniczo to taka przekładnia bezstopniowa jest  idealnym rozwiązaniem dla emerytów. Bardzo dobrze sprawdza się przy spokojnej, np. autostradowej jeździe i w odróżnieniu do DSG nie ma w zwyczaju szarpać.

Avensis jest dosyć niejednoznacznym samochodem. Pod płachtą nowoczesnych technologii i modnych kształtów kryje się stary, nudny Japończyk z ospałymi silnikami i przedpotopowymi rozwiązaniami. W dodatku prezentowany przeze mnie egzemplarz w pośredniej opcji „Premium” kosztuje aż 120 tysięcy złotych. Oczywiście, ma automatyczną skrzynię, tempomat, grzanie tyłka, nawigację, dwustrefową klimkę, duży ekran z kamerą cofania, dostęp bezkluczykowy czy pakiet 4 systemów wspomagających kierowcę: w razie ryzyka kolizji, zjazdu z pasa ruchu, wykrywania znaków i automatycznie operujący światłami drogowymi. Niezły zestaw, ale w propozycji brakuje całej masy dodatków bez problemu dostępnych za dopłatą u konkurencji.

Przedstawienie systemu Toyota Safety Sense w 2017 Avensisie

Trudno więc mi powiedzieć, dla kogo to samochód. Niezawodność Toyoty Avensis z pewnością docenią konserwatywni kierowcy, którym nie potrzebny szereg nowinek technologicznych coraz częściej dostępnych w segmencie D. Ja za ponad sto tysięcy oczekiwałbym jednak po samochodzie większej wszechstronności i kilku zupełnie popularnych u konkurencji dodatków – adaptacyjnego tempomatu, wentylacji foteli bądź automatycznej klapy bagażnika. Nie proszę o wiele – wszak to wszystko oferują główni rywale Avensisa – VW Passat, Renault Talisman czy Ford Mondeo. Propozycja silnikowa prezentowanej Toyoty również nie rozpieszcza. Oczekuje się, że w dzisiejszych czasach topowy silnik przestronnego kombi zaoferuje nieco więcej niż 150 koni mechanicznych.

Zanim wytkniesz mi, że przesadzam z tą krytyką, nadmienię tylko, iż Avensis prócz niezawodności ma również inne atuty. Jednym z nich jest jego aparycja!

Tylne światła 2017 Toyoty Avensis
Zahaczając w podróży o kraje Beneluxu i nie zawitać do Brukseli? Uroki Placu Królewskiego pozwoliły mi w należytej scenerii przeanalizować wygląd odmłodzonego dwoma operacjami plastycznymi Avensisa.

Poczytaj co nieco o mojej wyprawie do Paryża – klik!

Tylne światła w technologii LED niezaprzeczalnie prezentują się okazale, podobnie z charakterystyczną dla Toyoty, wysoko poprowadzoną linią przednią łączącą oba reflektory. Topowa wersja Avensisa naprawdę może wpadać w oko, mój egzemplarz cierpi jednakże na syndrom „nadmiernego rozdmuchania”. Drzwi wyglądają masywnie, a niewielkich rozmiarów felgi chwieją wątłym balansem linii nadwozia.

Podobny problem chwiejności sylwetki trapi zresztą wiele innych nowych aut, a chyba najbardziej – ostatnią Skodę Superb. Z dużymi, nawet 19-calowymi kołami na pokładzie wygląda bosko zarówno w ruchu, co stacjonarnie. Podstawowe, taksówkarskie wersje wyposażone w małe stalówki z kołpakami mają jednak całkowicie zaburzone proporcje nadwozia, przez co wyglądają mniej atrakcyjnie.

2017 Toyota Avensis na tle Wieży Eiffla
Tymi kartonami i znakiem zakazu parkowania w tle w ogóle się nie przejmuj. Miało wyjść ciekawe ujęcie, wyszło… jak zawsze ;)

Dłuższe obcowanie z prezentowanym tu Avensisem tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że konfigurowało je jakieś totalne bezguście. Koła co najmniej o rozmiar za małe, brak przednich reflektorów LED, automatyczna skrzynia bezstopniowa i ten zupełnie nijaki kolor. Jest parszywy, ale z drugiej strony idealnie wtapia się w równie ponure, jesienne tło zdjęciowego krajobrazu. Ma swoją zaletę – podczas całego wyjazdu „Aven” upitolił się wręcz nieziemsko. Już w chwili robienia zdjęć do tego tekstu miał na sobie grubaśną warstwę drogowej mazi, a mimo wszystko nie wpłynęło to znacząco na jego zewnętrzną aparycję.

Zobacz, dlaczego warto dopłacić do reflektorów LED

Przyszłość Avensisa

Toyota ewidentnie ma z Avensisem jakiś problem. 8 lat cyklu życia produktu to na obecne realia rynkowe naprawdę dużo. Nawet tak kosztochłonny rynek motoryzacyjny decyduje się wypuszczać kolejne modele coraz częściej. Wydawać by się więc mogło, że na kolejną generację Avensisa już chyba najwyższa pora. I jestem pewien, iż projektanci Toyoty sprostaliby zadaniu. Ich ostatni, cieplutki jeszcze Crossover o wyjątkowo zgrzytliwej nazwie „C-HR” to prawdziwy cukiereczek na kołach pełen interesujących rozwiązań konstrukcyjnych. Najnowsze pogłoski sugerują jednak, że następcy japońskiego przedstawiciela segmentu D możemy już w ogóle nie zobaczyć, przyszłość Avensisa jest więc mocno niepewna. W dobie niezwykle modnych Crossoverów i SUV-ów z każdy rokiem maleje sprzedaż popularnych dotychczas rodzinnych sedanów i kombi. Mając to na względzie Toyota wciąż analizuje rynek zastanawiając się, czy kosztowny projekt następcy w ogóle ma sens.

„Patrząc na tę część rynku zadajemy sobie nieco pytań. Jesteśmy bardzo zadowoleni z obecnych osiągnięć Avensisa – produkt naszym zdaniem radzi sobie dobrze. Ale zastanawiamy się, czy następnym krokiem powinien być kolejny przedstawiciel segmentu D, czy może coś innego”

~Johan van Zyl, Toyota Europe president & CEO

Avensis stał się ofiarą przemian motoryzacyjnego rynku. To nowoczesne auto tylko na pierwszy rzut oka. Popularność Crossoverów wstrzymała prace nad jego następcą, przez co w moim odczuciu nasz bohater mimo wielu zabiegów upiększających nie jest już w stanie bezpośrednio rywalizować z nowocześniejszą, młodszą konkurencją.

Poględziłem, ponarzekałem, ale nie chcę zostawić Cię, drogi czytelniku, w mylnym przeświadczeniu, że Avensis to szrot wart ćwierć zużytego Wunderbauma. 4 rzeczy są w nim naprawdę godne pochwały – niewygórowana cena, komfort jazdy, niezawodność i przestronność wnętrza. Najpoważniejsze z wad to jednak kiepskie prowadzenie, dynamika czy totalny brak wyrafinowania. Avensis świetnie nadaje się na taksówki, wóz flotowy bądź rodzinnego woła roboczego. Dla mnie jest zbyt nudny, racjonalny i za mało wszechstronny.

Zobacz też to na Autventure:

Toyota RAV4 Hybrid- wszechstronna krówka (test)

Zdanie egzaminu na prawo jazdy wyznacznikiem drogowych umiejętności?

2016 VW Golf R