Poznałem tegoroczne Car of the Year – Volvo XC40 T5 AWD

Tegoroczna nagroda Car of the Year to nie byle czekoladowy medal w złotym sreberku rozdawany za uczestnictwo w przedszkolnym konkursie recytatorskim. Volvo XC40 z wynikiem 325 punktów niemal zdeklasowało rywali. Po prostu musiałem w sposób organoleptyczny przekonać się, z jakiego powodu cała ta podjarka.

Test przeczytasz w ok. minut

Wielu zachwyca się podejściem Volvo do produkcji atrakcyjnych, funkcjonalnych i szczególnych samochodów. Charakterystycznych i nowoczesnych. Świat musi być tym bardziej zachwycony ostatnim dokonaniem Szwedów, bowiem kompaktowy crossover o oznaczeniu XC40 to pierwszy przedstawicielem marki w tym segmencie. Trudno uwierzyć, że od podstaw skonstruowali tak dobre auto!

Linia boczna szarego Volvo XC40 na tle industrialnym

Dobre, ale czy atrakcyjne?

XC40 odziedziczyło wszystkie charakterystyczne elementy Volvo – unikatowy kształt reflektorów LED, grilla czy wyszczuplające wytłoczenie drzwi. Ze swoimi dużymi kołami (19-calowe w prezentowanym egzemplarzu, a gumy na nich wciąż sporo) przypomina realnych rozmiarów resoraka Hot Wheels. Imponuje 21-centymetrowym prześwitem. Mimo „pudełkowatego” designu XC-czterdziestce nie można odmówić świeżego, choć dyskusyjnego wyglądu zewnętrznego.

Na tyle dyskusyjnego, iż widząc pierwsze jego zdjęcia trudno było mi uwierzyć, że po świetnie zarysowanym XC60 Szwedzi decydują się wypuścić swoiste brzydkie kaczątko. Kreśląc aparycję XC40 wzorowano się najprawdopodobniej na wątpliwej urodzie pitbulla. Natomiast Volvo określa jego pudełkową karoserię jako „nieszablonowe podejście do designu” szwedzkiej marki. Nieszablonowym, bo przy użyciu chyba jedynie ciupagi. Podpisujący się pod projektem Ian Kettle ani chybi musi mieć góralskie korzenie.

Dużo bardziej wpasowuje się w moje gusta Volvo S90. Więcej o nim tutaj – klik!

Volvo XC40 na tle doliny Narwii

Układ napędowy

Wracając do poważnych wywodów – nie tylko dyskusyjna aparycja prezentowanego auta może budzić pewne zastrzeżenia.  Serce lifestylowego XC40 zabije w co najwyżej 4-cylindrowym rytmie. Choć można ubolewać nad rezygnacją z rzędowych „piątek” onegdaj wyróżniających szwedzką markę, siłą rzeczy musimy polubić się z nową gamą silnikową Volvo. W przypadku najmocniejszego z dostępnych w  XC40, 247-konnego benzyniaka o oznaczeniu „T5” przyjaźń rodzi się po pierwszym głębszym wdepnięciu pedału gazu! Trzy cyfry na wyświetlaczu osiąga w rozsądne 6,5 sekundy, a dzięki sprawnemu napędowi AWD na wynik ten niewielki wpływ zdaje się mieć mokra nawierzchnia. Cechuje się przy tym nienagannymi manierami dźwiękowymi, bowiem łagodnego usposobienia układ wydechowy zdaje się zupełnie nie zdradzać obecności blisko 250 koni mechanicznych pod maską pudełkowatego Volvo. Okazjonalnie tylko „charchnie” z wydechu podczas zmiany z pierwszego biegu na drugi i subtelnie zaświszczy zaworem upustowym.

Dokładną specyfikację techniczną Volvo XC40 T5 AWD znajdziesz tutaj – klik!

Irytować może system start/stop, którego raptowność nie współgra idealnie z układem napędowym wozu. Od czasu do czasu samochód po ponownym rozruchu wręcz skacze kilkanaście centymetrów do przodu z powodu siły, z jaką system uruchamia silnik. Zachwalam natomiast pracę 8-stopniowego automatu z funkcją żeglowania. Kierowcy udostępniono wybór jednego z kilku trybów jazdy, lecz prócz utrzymywania wyższych obrotów silnika w programie Dynamic różnic pomiędzy nimi nie stwierdzono.

Szare Volvo XC40 na tle roślinności

Panie, a ile to pali?

W przypadku jednostki o oznaczeniu T5 mile widziany byłby pojemniejszy od standardowego, legitymującego się pojemnością 54 litrów bak. W wielkomiejskim ruchu pełnym skrzyżowań i korków nie byłem w stanie zejść poniżej 11 litrów na setkę. Spokojna jazda krajówką umożliwia osiągnięcie 8 kartonów mleka na sto kilometrów, natomiast podczas odrobiny zabawy silnik bez trudu spali nawet 20l/100km. Sporo jeździłem także egzemplarzem ze 190-konnym silnikiem wysokoprężnym i wydaje mi się, że jest to optymalna jednostka napędowa dla tego auta – również wystarczająco dynamiczna i zużywająca przy tym rozsądne ilości paliwa.

O komforcie słów kilka

Mimo wyżej usytuowanej sylwetki XC40 kręgosłupy podróżujących nie mają powodu do obaw. Prezentowany Szwed jest nieco twardszy od przeciętnego Volvo, lecz m.in. dzięki sporej ilości powietrza w oponach i sprężystej, dojrzałej pracy zawieszenia gwarantuje odpowiednią ilość komfortu pasażerom. Prócz okazjonalnie nachalnego powarkiwania silnika jest przy tym bardzo dobrze wyciszony pozwalając pomimo kanciastych kształtów na spokojną rozmowę w kabinie nawet przy prędkościach autostradowych. Skłamałbym pisząc, że angażuje w pokonywanie kolejnych kilometrów, gdyż układ kierowniczy od pierwszych sekund sprawia wrażenie gumowego, a okazjonalne problemy ze znalezieniem przyczepności skutkują sporadyczną ingerencją nieco  przesadnie opiekuńczej kontroli trakcji. Osiąganie granic możliwości podwozia wiąże się natomiast z wyraźną podsterownością, choć to jedynie pojedyncze niuanse w niewielkim stopniu wpływające na pozytywne wrażenia z jazdy blisko 250-konną XC-czterdziestką, jeżeli tylko ma się świadomość jego łagodnej natury.

Panoramiczny widok na deskę rozdzielczą Volvo XC40 2019

Adiki do smokingu

Składam najszczersze przeprosiny w imieniu osoby konfigurującej prezentowany egzemplarz XC40 za wybór najbardziej obciachowego z dostępnych koloru skórzanych obić foteli. Nie potrafię zrozumieć toku postępowania zakładającego wkomponowanie w stonowane odcienie lakieru, felg czy elementów wykończeniowych wnętrza ohydnie czerwonych foteli. Dla mnie ohyda, aczkolwiek o gustach się nie decyduje i znam oraz szanuję amatorów także i takiego „configu”.

Do siedzisk w XC40 mam więcej zastrzeżeń, niż jedynie ich kolor. Przednie fotele są nieprzesadnie wyprofilowane i fatalnie niewygodne dla odcinka szyjnego z powodu braku poziomej regulacji atrakcyjnego dla oka, lecz i wybitnie twardego zagłówka. Po godzinie spędzonej w XC40 doznawałem parszywego bólu karku. Dziwi też specyficzny kształt tylnej kanapy, w szczególności przez wzgląd na foremny, 479-litrowy bagażnik, z którego można by uszczuplić nieco przestrzeni na rzecz uprzyjemnienia pozycji podróżujących w drugim rzędzie siedzeń.  Całe szczęście, że komfortowa praca zawieszenia nadrabia niedoróbki siedzisk. Kudosy należą się natomiast za pokaźną ilość schowków, zakamarków i ilość miejsca wygospodarowaną we wnętrzu 4,4-metrowego crossovera. Przestrzeni pasażerom nie brakuje w każdą stronę.

Faktury poszczególnych materiałów wykończeniowych wnętrza Volvo XC40 2019

Nader widoczna jest dbałość o detale każdej części kabiny. Wnęki w drzwiach w całości wykończono miękkim dywanikiem, a poszczególne elementy deski rozdzielczej charakteryzują się odmienną fakturą i spójną kolorystyką. Łączy je również bardzo wysoka jakość wykończenia i montażu. Wnętrze XC40 to jeden z najjaśniejszych elementów tego auta.

Następna strona (cennik, podsumowanie) ->