Weekly #1 – Rekuperacja, odrobina luksusu i minister Goyal

To, co właśnie czytasz, jest zapowiedzią pierwszego z serii krótkich wpisów zbierających do kupy najciekawsze (moim skromnym zdaniem) informacje z branży motoryzacyjnej minionego tygodnia. Maciejowy przegląd nowości ze świata – smacznego!

Z nowościami zapoznasz się w ok. 2,5 minuty.

audi-erot

Rekuperacja po niemiecku

Audi dłubie przy technologii odzyskiwania energii z pracy amortyzatorów i przekazywania jej w formie elektryczności do akumulatorów. Pomysł wydaje się genialny, dotychczas bowiem jazda po dziurach zamiast pozytywów mogła co najwyżej spowodować bóle kręgosłupa czy wybicie plomby z zęba. Z systemem proponowanym przez Audi nie dość, że ma być bardziej ekonomicznie, to i wygodniej, gdyż opracowywane zawieszenie eRot pozbawione jest ponoć części wad konwencjonalnego rozwiązania. W testowanym prototypie udało się osiągnąć średnio około 100-150W w zależności od jakości drogi, po której jechał pojazd. W naszym kraju wartości te spokojnie można będzie podwoić.

Po zapoznaniu się z tematem od razu przyszły mi do głowy 2 pytania – jak bardzo kosztowna ma być implementacja tego typu rozwiązania i co z jego żywotnością? Tak czy inaczej pomysł wygląda nader interesująco!

RS1 staje się faktem!

Najnowsze doniesienia od Audi to nie tylko innowacyjne technologie, ale również miód na uszy i masło na usta (albo odwrotnie) wszystkich miłośników emocji za kierownicą. A1 dołączy z początkiem przyszłego roku do specjalnego grona sportowych modeli niemieckiego producenta. Maluch otrzyma najprawdopodobniej serducho w postaci 280-konnego benzyniaka o pojemności 2 litrów. Napęd oczywiście na wszystkie 4 buty, w standardzie manual z opcją na dwusprzęgłówkę.

Ogólnie rzecz biorąc to z kilku powodów A1 wydaje mi się średnio interesującym samochodem, aczkolwiek jego sportowa odmiana to już zupełnie inna para kaloszy. Nie za wiele jest naprawdę żwawych maluchów na rynku. Z tak silnym  motorem należy spodziewać po RS1 sprintu do setki w okolicach 5 sekund. Oby tylko cena nie została jakoś absurdalnie wywindowana do góry.

Indie stawiają na motoryzacyjną elektryfikację

Czas na odrobinę humoru. Niemalże oplułem się kawą czytając nagłówek tego newsa, nie mogłem więc go tutaj nie przytoczyć. Otóż niejaki Piyush Goyal (o wymowę imienia i nazwiska jegomościa proszę mnie nie pytać), minister Indii odpowiedzialny m.in za energie odnawialne, stwierdził niedawno, iż ”jego kraj powinien stać się pierwszym w pełni elektrycznie zmotoryzowanym narodem”. Według Goyala „władze Indii pracują już nad planem pełnego przejścia na samochody elektryczne do 2030 roku”.

Plany te związane są być może z kryzysem paliwowym, który dotknął część kraju i w chwili obecnej faktycznie stanowi niemały problem. Tak, czy inaczej, słowa ministra Goyala wydają mi się mocno przesadzone, skoro blisko 1/4 populacji Indii nie ma na razie nawet dostępu do energii elektrycznej. Dla takiej, powiedzmy, Japonii, gdzie ilość punktów ładowania elektrycznością przewyższyła już liczbę stacji benzynowych, jeszcze mógłbym mieć odrobinę wiary, gdyby któryś z ichnich pryncypałów wyskoczył z podobnym tekstem. Atencjusze z tych Hindusów!

Can’t touch this!

Na koniec – ciekawostka :). Chętnie wracam myślami do starych czasów, gdy takie Mercedesy czy Mitsubishi mogły poszczycić się wystającymi ponad maskę emblematami swoich marek. Kradliiii te znaczki na potęgę, ale swój urok bez wątpienia miały. Tym bardziej interesujący okazał się dla mnie poniższy filmik. Dzisiaj zapewne na palcach jednak ręki można by policzyć firmy, które wciąż kultywują tradycję umieszczania przed szybą kierowcy tzw. „celownika”, a jedną z nich jest Rolls Royce. Zdobiąca przód każdego modelu, charakterystyczna „Latająca Dama” to nie jakaś tam zwykła, mercedesowska gwiazdka, dlatego brytyjscy inżynierowie odpowiednio zadbali o jej bezpieczeństwo. Okazuje się, że seryjnie już od 2004 roku każdy Rolls Royce posiada specjalny system antykradzieżowy wspomnianej figurki. Latająca Dama osadzona została bowiem na specjalnym mechanizmie sprężynowym, który po dotknięciu figurki szybciutko chowa ją pod maską.

Powiadają, że video potrafi przekazać więcej niż 1000 słów (czy jakoś tak), dlatego rzuć okiem na ten krótki filmik. Sprytnie to wymyślili!

Wpis daje radę? Mile widziany feedback w komentarzach, bowiem ciekawy, czy jesteś zainteresowany, drogi czytelniku, tego typu wiadomościami.

Dzięki za przeczytanie!